niedziela, 29 kwietnia 2018

Oz+ Rozdział 2 "Balowa Noc" (Crowlie) | tłumaczenie

Garderoba


Chloe: A więc to jest ta garderoba...!

Garderoba, cóż, pokój, do którego zabrał mnie Solomon, była znacznie większa, niż sobie wyobrażałam.

Solomon: Jest raczej duża, nieprawdaż?

Wygląda na to, że jest o wiele większa od mojego domu w Kansas...

W pokoju wisiała niezliczona ilość ubrań.

Chloe: Nawet jeśli nosiłabym każdego dnia coś innego, to myślę, że użycie tych wszystkich strojów zajęło by całe lata.
Toto: Hał, hał!

Toto szczęśliwie biegał dookoła.

Chloe: Toto, leżeć!
Solomon: Minęło sporo czasu, odkąd byłem w garderobie, ale patrząc na to jest tu sporo ubrań ... Być może powinienem otworzyć sklep.
Chloe: C-co...?!
Solomon: Haha, żartowałem.

Solomon wybuchnął psotnym śmiechem.

Solomon: Śmiało, wybierz sukienkę, która ci się podoba,. Wybierz także buty i akcesoria, które chcesz.

Piękne buty i cudowne dodatki świeci mi przed oczyma światłem pokoju.

Chloe: Dziękuję bardzo!

Po krótkim ukłonie usłyszałam jak ktoś woła Solomona z tyłu pokoju.

Solomon: Czy ktoś tu jest?

Po chwili pojawiła się samotna pokojówka.

Pokojówka: Wzywałeś mnie, milordzie?
Solomon: Czy mogłabyś nam pomóc znaleźć sukienkę dla Chloe?
Pokojówka: Zrozumiano, milordzie. To zaszczyt służyć w takiej okazji.
Solomon: Zostawiam to w twoich rękach.

Tak jak powiedział, Solomon wyszedł z garderoby.

W porządku, muszę znaleźć sukienkę...

Postanowiłam wybrać sukienkę, ale było ich tak wiele, że nie wiedziałam od czego zacząć.

Och, co ja mam zrobić...? Wszystkie są cudowne, nie mogę po prostu wybrać jednej...

Toto: ?

Toto spoglądał pomiędzy mną, a sukienkami.

Chloe: Toto ty też pomagasz.
Toto: Hał!

...

Pokojówka: Panienko Chloe, to wygląda przepięknie na tobie!
Chloe: Aww, dziękuję.

Spojrzała na swoje odbicie w lustrze ciesząc się z sukienki, którą wybrałam dla siebie, której nigdy wcześniej nie widziałam.

To jest piękne!

Chloe: Spójrz na mnie Toto! Nigdy nie nosiłam tak pięknej sukienki!
Toto: Hał!

Toto odpowiedział mi machając swoim ogonem.

Zastanawiam się czy Crowlie'mu się to spodoba?

Oczekiwanie zaczęło narastać w mojej klatce piersiowej.

Pokojówka: Dobrze żebyś się pospieszyła, moja pani. Bal zaraz się zacznie.
Chloe: Huh, to już ta pora?!

Minęło trochę czasu zanim pokojówka pomogła mi założyć sukienkę i nałożyć makijaż.

Crowilie i inni muszą być zmęczeni czekaniem... Muszę się pośpieszyć!

Pokojówka: Odprowadzę cię do sali balowej.
Chloe: Och, proszę.

Razem z Toto poszłam do sali balowej.


Sala balowa


Gdy weszłam do sali musiałam zmrużyć oczy przez jasność żyrandola. Zaskoczył mnie również większy tłum niż się spodziewałam.

Łał! Jest tu tak dużo ludzi!

Toto: Hał!

Zamilkłam gdy wszystkie oczy były wpatrzone we mnie.

Co powinnam zrobić...?!

Crowlie: Chloe!

Crowlie zawołał moje imię, podbiegając do mnie.

Chloe: Och, Crowlie...!
Crowlie: ...!

Po prostu na mnie spojrzał, a zaskoczenie było widoczne na jego twarzy.

Czuję się trochę zawstydzona, gdy jego oczy tak się we mnie wpatrują...

Chloe: U-um... Czy podoba ci się moja sukienka...?
Crowlie: Jest przepiękna...

Szepnął. Heartmann i Leonardo przepchnęli się przez tłum aby pojawić się przede mną.

Heartmann: Jaką piękną sukienkę wybrałaś! Wygląda na tobie świetnie!
Chloe: Dziękuję Heartmannie.
Leonardo: Whoa... Chloe wyglądasz pięknie! Zbyt pięknie! Wyglądasz jak księżniczka!
Chloe: Och, Leonardo zbyt bardzo mnie chwalisz.
Leonardo: Nie, mówię poważnie! Prawda Crowlie?
Crowlie: Huh...?

Wydawało się, że wrócił do swoich zmysłów, Crowlie nagle zaczął się czerwienić.

Heartmann: Co się stało Crowlie? Chloe jest taka piękna, że aż nie możesz nic powiedzieć?
Crowlie: J-ja...!
Oz: Nieźle wyglądasz młoda damo.
Wesley: Cóż, wyglądasz zupełnie nie na miejscu.

Oz i Wesley również się pojawili.

Oz: Nie jest za późno. Nadal możesz wybrać mnie, wiesz.
Chloe: Och, nie mogę tego zrobić.
Oz: Ludzie cały czas zmieniają zdanie.
Wesley: Odpędzę ich wszystkich jeśli tego pragniesz.
Leonardo: Wspaniały Oz i Czarnoksiężniku z Zachodu trzymajcie się od niej z daleka!
Heartmann: W rzeczy samej. Nikt was nie wołał.

Leonardo i Heartmann odepchnęli Oza i Wesley'a.

Oz: Daj spokój, nie ma mowy abym mógł pozwolić zostać takiej pięknej damie.
Crowilie: ...

Huh?

Crowlie jedyny stał cicho z oczami wpatrzonymi we mnie.

Chloe: Crowlie co się dzieje?
Crowlie: !

Jego twarz jest czerwona, Crowlie szybko odwrócił wzrok.

Może... nie spodobała mu się ta sukienka?

Crowlie: ...
Chloe: Nie podoba ci się ta sukienka?
Crowlie: Nie to nie to...

Szepnął, ale nie próbował spojrzeć mi w oczy.

Crowlie: Mogę porozmawiać z tobą przez chwilę?

Crowlie wziął mnie za rękę i zabrał trochę dalej od pozostałych.



Chloe: O co chodzi?

Spojrzał na mnie kompletnie poważnym wzrokiem.

Crowlie: Proszę, nie chcę aby ktokolwiek inny zobaczył cię w tej sukience.
Chloe: Huh? Dlaczego?
Crowlie: Cóż...

Crowlie zamilkł, jego twarz nadal była czerwona.

Zastanawiam się co jest nie tak Z Crowlie'm...?

Norton: Wszyscy proszę się uspokoić!

Głos Nortona rozbrzmiał w sali balowej.

Toto: Hał!
Chloe: Toto cicho...!

Norton: Wielki Czarnoksiężnik z Południa Lord Solomon chciałby podzielić się czymś ze wszystkimi gośćmi.

Unosząc się w powietrzu Norton spojrzał na całą salę.

Solomon: Chloe, ta sama dziewczyna, która doprowadziła ten świat do pokoju w niedalekiej przeszłości, ma wkrótce skończyć 17 lat. Świętujmy wspólnie tą najcudowniejszą z możliwych okazji. Chociaż jej Wielki dzień będzie dopiero za kilka dni, ten Bal jest świętowaniem powrotu Chloe do Oz. Chcę,a by wszyscy dobrze się bawili!

Fala okrzyków i aplauzu wybuchła w sali.

Solomon: Ale zanim to nastąpi posłuchajmy słów Chloe.
Chloe: M-moich...?!

Chwila, to stało się zbyt nagle! Co mam powiedzieć?!

Poprosiłam swoimi oczami innych o pomoc.

Kogo powinnam poprosić o pomoc...?

Heartmann. / Leonardo. / Crowlie.

Wiem Crowlie jest naprawdę sprytny, więc powinien być w stanie mi pomóc...

Podeszłam do Crowlie'go i już miałam prosić o pomoc gdy...

Crowlie: Po prostu podziękuj wszystkim, że świętują twoje urodziny i powiedz jak się cieszysz, że wróciłaś do Oz.

Huh? Ale jeszcze go o nic nie zapytałam...

Rozszerzyłam oczy, ale on tylko skinął głową z uśmiechem.

Och... Domyślił się, o co chciałem zapytać patrząc na mnie. Crowlie wpatruje się we mnie tymi swoimi jasnymi oczami...

Bardzo mnie to ucieszyło.

Chloe: Dziękuję Crowlie.

Zrobiłam krok do przodu i rozejrzałam się, aby spojrzeć na wszystkich ludzi, którzy się zebrali.

Jestem nerwowa... Ale mam moją trójkę przyjaciół ze mną!

Wzięłam głęboki oddech a potem zaczęła do wszystkich mówić.

Chloe: Jestem głęboko, głęboko wdzięczna słysząc, że będziecie świętować moje siedemnaste urodziny. Naprawdę cieszę się, że miałam możliwość ponownego powrotu do Krainy Oz i zobaczenia was wszystkich. Dziękuję wszystkim!

Fala okrzyków i aplauzu wybuchła w sali balowej.

Toto: Ahooooo!
Leonardo: Chodź tutaj Chloe!

Leonardo machał rękami z radości.

Heartmann: Co za wspaniałe przemówienie! Och, myślę, że będę płakać...!

Jego oczy były wilgotne, Heartmann szybko wyciągnął chusteczkę.

Crowlie: To było idealne Chloe.

Crowlie patrzył prosto na mnie z ulgą na twarzy.

Chloe: Dziękuję wszystkim!

Wzięłam rękę Crowlie'go i podziękowałam mu ponownie.

Chloe: Naprawdę mnie uratowałeś Crowlie. Dziękuję ci bardzo!
Crowlie: O-och...

Nagle jego policzki się zaczerwieniły, Crowlie odwrócił wzrok.

Crowlie: To nic wielkiego...

Spojrzał na mnie dwa razy.

Oz: To było w porząku, ale gdybym to ja tam był wyciągnąłbym  z kapelusza jedną lub dwie sztuczki, aby zabawić tłum.
Wesley: Zaskakująco porządnie zrobione. A myślałem, że nie jesteś tutaj najostrzejszym nożem w szufladzie...
Leonardo: Nie mów tak o Chloe!
Crowlie: Ktoś chce być jeszcze raz unicestwiony przez Chloe?
Wesley: Co to ma znaczyć?!
Chloe: Chłopcy proszę, nie walczcie. Zrujnujecie bal.
Heartmann: Chloe ma racje.

Znienacka piosenka i piękne fanfary rozbrzmiały echem po sali.

Solomon: Niech rozpoczną się tańce!

Zespół zaczął grać wyrafinowaną melodię, a tłum zaczął się łączyć w pary i tańczyć.

Crowlie: Chloe...

Crowlie skłonił się przede mną i wyciągnął swoją dłoń.

Crowlie: Czy mogę mieć ten taniec?

Prosta uprzejmość jego głosu spowodowała skakanie mojego serca.

Czuję, że Crowlie jest taki, taki... dojrzały!

Crowlie: O co chodzi?
Chloe: O-och nic, po prostu... martwię się czy naprawdę potrafię tańczyć...
Crowlie: Przechodziliśmy już to pamiętasz? Poprowadzę cię, nie musisz się o nic martwić.

Jego oczy spoglądały na mnie pewnie, tak wyraźnie jak tylko mogły.

Wierzę w ciebie Crowlie!

Wzięłam go za rękę, a on delikatnie przyciągnął mnie do siebie. Tak naturalnie, zaczęliśmy tańczyć.

Chloe: Muszę przyznać, że denerwuję się tańczeniem przed tak wieloma ludźmi...
Crowlie: Po prostu myśl o wszystkich jak o strachach na wróble.

Mrugnął. Zachichotałam delikatnie czując jak kawałek moich nerwów wyparowuje.

Crowlie: W porządku, wykonuj moje kroki.

Brzmiał jakby śpiewał szepcząc mi do ucha.

Co za delikatne prowadzenie...

Crowlie: Proszę bardzo, nie ma potrzeby się śpieszyć. Po prostu poruszaj się do rytmu.

Kiedy coraz bardziej i bardziej przyzwyczajałam się do poruszania się z nim w parze delikatnie przyciągnął mnie do siebie. I z jakiegoś powodu czuła się tak jakbym faktycznie tańczyła. Z szacunkiem. Ale nasze ciała... całkowicie się dotykały... Moja twarz nagle stała się czerwona, a moje serce zaczęło trzepotać.

Moje serce nie przestaje bić... i on prawdopodobnie też to czuje!

Crowlie: Wszystko w porządku?

Powinniśmy przestać. / Jesteś dobry w prowadzeniu. / Nie obciążam cię, prawda?

Chloe: Jesteś naprawdę dobry w prowadzeniu. To sprawia, że czuję się jakbym naprawdę tańczyła.

Powiedziałam mu o jego prowadzeniu, aby nie zauważył mojego serca, które właśnie przebiegało maraton.

Crowlie: Jestem dobry w tańcu.
Chloe: Ćwiczyłeś?
Crowlie: Tak, ze strachem na wróble. Wolę jednak abyś zachowała to w sekrecie.

Niemal wybuchnęłam śmiechem.

Chloe: Naprawdę, teraz?
Crowlie: Kto wie? Obawiam się, że nie mogę zdradzić ci więcej moich sekretów.

Crowlie uśmiechnął się. Nigdy bym nie pomyślała, że on naprawdę uczył się ze strachem na wróble, lub jeśli tylko żartował. Ale widziałam jaki był miły, wiedział jak do mnie mówić, żebym czuła się mniej nerwowa. 

Crowlie jest naprawdę miły...

Nagle muzyka przyśpieszyła tempo. Crowlie prowadził mnie krokami.

Nie mogę nadążyć za nim, nie wtedy gdy jest tak szybki...

Rozejrzałem się wokół, by zobaczyć, że wszyscy przypatrują z uwagą na naszemu tańcowi.

Wszyscy się patrzą...! Och, byłoby to takie zawstydzające gdybym się potknęła czy coś!

Chloe: Ach...!
Crowlie: Ow...!

Zdenerwowana przypadkowo nadepnęłam na stopę Crowlie'go.

Chloe: Przepraszam...! Czy wszystko w porządku?

Przestałam tańczyć i przeprosiłam go. Brzmiała tylko muzyka, a wszyscy inni zaczęli wywoływać zamieszanie. Bolało mnie widzenie wyrazu twarzy Crowlie'go gdy ten znosił ból.

Oz: Cóż, ona odeszła i zrobiła to.
Wesley: Nadepnięcie wysokim obcasem boli jak diabli. Mówisz 'wszystko w porządku'.
Crowlie: W porządku... tańczmy dalej.
Chloe: Ale wygląda na to, ze to naprawdę nie boli...
Crowlie: W porządku. Mogę to zrobić.

Mówi to ponownie, ale... co powinnam zrobić?

Uwierz Crowlie'mu. / Poproś o pomoc przyjaciół. / Przestań tańczyć.

Jego stopa jest prawdopodobnie ranna... musimy przestać tańczyć i sprawdzić to.

Chloe: Myślę, że powinniśmy przestać tańczyć... niestety.
Crowlie: Ty... nie wierzysz mi...?
Chloe: Ale nie możesz dalej tańczyć, nie z tą stopą.
Crowlie: To jest moja stopa, która została nadepnięta. I mówię, że jest w porządku.

Nie wiedząc co robić spojrzałam na Heartmanna i Leonardo. Jednak oni już pokazali mi, że nie przyjdą z pomocą.

Dlaczego oni nie przyjdą mi pomóc?

Oboje wyglądali jakby powstrzymywali się od wkroczenia.

Chwila, może oni...! Może oni wierzą Crowlie'mu, więc celowo trzymają się z daleka...! Heartmann i Leonardo uwierzyli Crowlie'mu, ale ja nie...

Chloe: Wygląda na to, że zepsułam to jako twoja przyjaciółka...
Crowlie: Huh...?
Chloe: W porządku Crowlie. Wierzę ci. Wróćmy do tańczenia!
Crowlie: Chętnie!

Crowlie i ja ponownie zaczęliśmy tańczyć.

Solomon: Wszyscy tańczmy!

Głos Solomona spowodował, że wszyscy zaczęli tańczyć.

Chloe: Czy z twoją stopą naprawdę jest w porządku?

Zapytałam jak się ma jego stopa obserwując jego prowadzenie.

Crowlie: To jest dziwne... Rzeczywiście odczuwam ból.
Chloe: Huh? Co masz na myśli?
Crowlie: Kiedy byłem strachem na wróble ze słomy nie czułem nawet najmniejszego bólu... ale gdy ludzkie ciało jest uszkodzone odczuwa ból. Własnie dlatego lubię to ciało.
Chloe: Lubisz ból?
Crowlie: Cóż, ból jest dowodem na to, że jestem żywy.

Crowlie wpatrywał się w moją rękę, która była związana z jego.

Crowlie: Czuję także ciepło twojej dłoni na mojej.

Crowlie uśmiechnął się.

Czuje ciepło... a to dowód na to, że naprawdę stał się człowiekiem. Ja również czuję ciepło jego dłoni.

Crowlie: Crowlie, przepraszam, że nadepnęłam na twoją stopę.

Przeprosiłam go, ale on się roześmiał.

Crowlie: Och, miałem rację. Co ważniejsze... tańczysz całkiem dobrze.
Chloe: H-hej!

Z zaskoczeniem zauważyłam, że moje ciało po prostu naturalnie się porusza.

Chloe: To dlatego, że mam świetnego prowadzącego. Dzięki Crowlie!
Crowlie: Nie ma za co.

Utalentowany tancerz, który potrafi się śmiać nawet gdy jego stopa została nadepnięta... Naprawdę wyrosłeś na wspaniałą osobę.

Leonardo: Crowlie daj spokój, pozwól mi się wtrącić!

Z jakiegoś powodu Leonardo i Heartmann tańczyli ze sobą.

Heartmann: Nie mogę trzymać go na zawsze...
Chloe: Naprawdę? Ale wyglądacie na taką wspaniałą parę.
Crowlie: Nie chciałbym przerywać waszego tańca więc będziemy kontynuować.
Heartmann: Hej...!
Leonardo: Też chciałbym zatańczyć z Chloe!
Heartmann: Ouch! Nie depcz mojej stopy Leonardo!
Leonardo: Mówisz mi, że ta zbroja jest tylko dekoracją?!
Norton: Mój, wydaje mi się, że wszyscy się dobrze bawią.
Solomon: Oczywiście. W końcu jest to bal.
Oz: Co za nuda...
Wesley: Tch...
Toto: Hał, hał!

Toto biegał dookoła Crowlie'go i mnie kiedy tańczyliśmy, wydaje się, że on ma własny bal.

Chloe: Też tańczysz Toto? Mój, jesteś dobry!
Crowlie: Chodź, zatańczmy jeszcze!

Dzięki temu utrzymywaliśmy nasz taniec w rytm eleganckiej muzyki.






niedziela, 22 kwietnia 2018

Oz+ Rozdział 1 "Ten, którego wybrałam" (Crowlie) | tłumaczenie

Sala tronowa


Odwróciłam twarz w stronę Crowlie'go, a moje serce zaczęło szybciej bić.

Chloe: Crowlie, wybieram ciebie.
Crowlie: M-mnie...?

Wyglądał na zaskoczonego, Crowlie zamrugał wpatrując się we mnie.

Leonardo: Co? Nie ma mowy! Dlaczego nie wybrałaś mnie?!
Crowlie: Zostałem wybrany...?
Heartmann: Czy to źle Crowlie?
Crowlie: Och, nie, jestem po prostu... trochę zaskoczony...

Choć na początku zdawał się kompletnie w to nie dowierzać, szybko się uśmiechnął i stanął przede mną.

Crowlie: Chloe dziękuję, że mnie wybrałaś!

Wpatrywał się prosto we mnie oczami pełnymi radości i nerwowości.

Czuję nadchodzące zakłopotanie, gdy jego oczy tak...

Oz: Serio? Wybrałaś Stracha na wróble?
Wesley: Tch, nie mogę w to uwierzyć...
Toto: Hał...?

Solomon uniósł się lekko w powietrze i wydał z siebie głośne oświadczenie.

Solomon: A zatem decyzja została podjęta! Crowlie został ukochanym Chloe!

O-och... Wybierając Crowlie'go znaczy, że on jest teraz moim chłopakiem, racja...? Ale czy to naprawdę... naprawdę w porządku wybrać go jako chłopaka?

Podnosząc mój niepokój, Crowlie uśmiechnął się do mnie delikatnie.

Crowlie: Nie musisz się przejmować. Upewnię się, że nie pożałujesz, że mnie wybrałaś.

Jego słowa spływały z pewnością,a jego oczy były czyste jak za dnia.

Jego oczy są rzeczywiście bardzo... bardzo poważne...

Wesley: Na prawdę? Nie pozwolisz jej żałować, że ciebie wybrała?

Wesley mruknął, wygląda na to, że nie jest zadowolony.

Wesley: Jesteś strasznie pewny siebie jak na Stracha na wróble.
Crowlie: Już nie jestem strachem na wróble. Jestem człowiekiem oraz władcą Szmaragdowego Miasta.

Och, to prawda! Oz zostawił mu Szmaragdowe Miasto!

Zdarzyło się to wiele lat temu, więc dlatego o tym zapomniałam.

Oz: Powiedz, pamiętam to. Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego wybrałem na króla stracha na wróble...
Leonardo: Odchodzę!
Crowlie: Dlaczego?!
Leonardo: Ponieważ nie zostałem wybrany!
Wesley: Zgadzam się, zrób to! Nie znam Chloe więc jestem w gorszej sytuacji. To nie jest sprawiedliwe.
Crowlie: Oczywiście, że nie jesteś jej obeznany!
Heartmann: Teraz odkładając na bok to, jak bardzo nienawidzimy Czarnoksiężnika z Zachodu...
Wesley: Nie odkładaj tego na bok!
Heartmann: Ja naprawdę uważam, że powinniśmy przemyśleć tę decyzję.
Crowlie: Ty też Heartmann'ie...?!
Heartmann: Cóż, to wszystko stało się tak nagle, więc nie sądzę aby Chloe miała wystarczająco dużo czasu na zastanowienie się.
Oz: Tego właśnie oczekuję od kogoś tak życzliwego jak ty. Dobrze, załóżmy, że to zakończymy.

Czekaj, co? Co się dzieje?!

Leonardo odepchnął Crowlie'go i przysunął  swoją twarz do mojej.

Leonardo: Chloe, jestem całkowicie poważny! Kocham cię!

Leonardo otoczył mnie ramionami.

Chloe: Aachhh!
Wesley: Z drogi Lwie!

Wesley kopnął Leonardo.

Wesley: Jestem naprawdę miły dla kobiet, w których się zakochałem.

Wesley powiedział to uśmiechając się głupawo.

Czy to to on ma na myśli...? On jest trochę przerażający...

Heartmann: Przepadnij złoczyńco! Chloe, myślę, że powinnaś naprawdę wszystko dobrze przemyśleć przed ponownym wyborem.

Heartmann odepchnął Wesley'a na bok i stanął przede mną.

Oz: Z drogi! Co powiesz na randkę na moim balonie na gorące powietrze Chloe?

Tym razem to Oz pchnął Heartmanna na bok i zaoferował mi swoją dłoń. Następnie wszyscy zaczęli się nawzajem popychać, a potem cała piątka mnie otoczyła.

Crowlie: Chloe nie możesz cofnąć swojego wyboru! Zaufaj mi, temu którego wybrałaś!
Leonardo: Chloe kocham cię!

Co powinnam zrobić? Och, pomóż mi Toto! 

Próbowałem go poprosić o pomoc, ale Toto był pozytywnie zafascynowany unoszącym się Salomonem, próbując podskoczyć do niego, nie zwracając na mnie uwagi. Norton nie mogąć już dłużej czekać bezczynnie zwrócił się do Solomona.

Norton: Lordzie Solomonie, co powinniśmy teraz zrobić?

Nie wyglądając na zaniepokojonego, Solomon spojrzał na mnie z uśmiechem.

Solomon: W rzeczy samej... Chloe, co chcesz zrobić? Czy chciałabyś jednak podjąć bardziej przemyślaną decyzję?

Zostaję przy swojej decyzji. / Przemyślę to. / To naprawdę nie ma dla mnie znaczenia.

Co powinnam zrobić?

Ta piątka patrzyła na mnie. W chwli gdy oczy Crowlie'go spotkały się zmoimi przypomniałam sobie co mi powiedział.

Powiedział, że sprawi, że nie będę żałować, że go wybrałam...

W chwili gdy zobaczyłam jego czyste oczy gdy to powiedział, poczułam coś, naprawdę.

Zaufam tym oczom, tym pełnym ufności słowom...!

Chloe: Zostanę przy mojej decyzji.
Solomon: Jesteś pewna?
Chloe: Tak. Chcę zaufać Crowlie'mu.
Crowlie: Dziękuję ci, Chloe!
Heartmann: Jeśli to jest woja decyzja, już jest wszystko ustalone.

Z małym uśmiechem Heartmann poklepał Crowlie'go po ramieniu.

Leonardo: Decyzja podjęta, huh. Gratuluję Crowlie.

Leonardo był na tyle miły, że również się uśmiechnął, ale Oz i Czarnoksiężnik z Zachodu mieli widoczne rozczarowanie na twarzach.

Oz: Chloe powinnaś naprawdę to przemyśleć.
Chloe: Ale...
Crowlie: Chloe podjęła już swoją decyzję.  Nie musisz na to narzekać.
Wesley: Hmph...!
Norton: Niestety... Wygląda na to, że decyzja została podjęta.

Solomon delikatnie się uśmiechnął.

Solomon: Nie zamierzałem zaakceptować zmiany, nawet gdybyś ponownie to przemyślała.
Chloe: Hm? Co masz na myśli?
Solomon: Nie otrzymamy odpowiedzi, która zadowoli wszystkich, bez względu na to, ile razy zmienisz zdanie. Jednak chciałem po prostu potwierdzić to, co czujesz. Chloe.
Chloe: Co ja czuję?
Solomon: Pomyślałem, że to może zadziałać, jeśli masz choć odrobinę uczuć do Crowlie'go.
Chloe: P-przepraszam?!
Norton: To trochę złowrogie, nie sądzisz Lordzie Solomonie?
Solomon: Cóż, zostawmy to tak, jak jest.

Czuję, że on unika problemu...

Solomon: Aby uczcić fakt, że do nas wróciłaś, urządzimy bal tej nocy.
Chloe: Bal?
Leonardo: Takie rzeczy lubię słyszeć! Nie mogę się tego doczekać!
Heartmann: Potrafisz tańczyć Leonardo? Nie potrafisz jeszcze używać do tego ludzkiego ciała.
Leonardo: Pokarzę ci jak wspaniale odnajduję się na parkiecie z tymi dwoma nogami.Tylko nie upadnij gdy zobaczysz, jak dobrze potrafię się ruszać!
Wesley: Hmph, to nonsens. Taniec jest dla tępych i głupich.
Norton: Wszyscy tutaj wezmą udział.
Wesley: Chyba sobie żartujesz...
Chloe: Bal? Och, nie mogę się tego doczekać!
Crowlie: Chloe czy będziesz w stanie zatańczyć na balu?

Nie jestem najlepsza w tańcu... / Chciałabym abyś przejął inicjatywę. / Minęło trochę czasu odkąd ostatnio tańczyłam.

Chloe: Minęło trochę czasu odkąd ostatnio tańczyłam... Nie miałam zbyt wielu okazji.
Crowlie: Poprowadzę cię, więc nie musisz się martwić.
Chloe: Dziękuję!
Heartmann: Nie masz się czym martwić jeśli Crowlie przejmie prowadzenie.
Leonardo: Crowlie czy mogę wam przkodzić w tańcu?
Crowlie: Pomyślę o tym.
Oz: Uważaj młoda damo. Ktoś prawdopodobnie spróbuje zabrać cię siłą.

Wszystkie oczy zwróciły się na Wesley'a.

Wesley: To brzmi interesująco.

Wszyscy spojrzeli na Wesley'a tylko z wesołym uśmiechem.

Solomon: Powinnaś zacząć się już przygotowywać Chloe.

Och, przecież nie pójdę na bal w tych ubraniach!

Oczywiście nie przywiozłem ze sobą żadnych ładnych sukienek.

Co powinnam teraz zrobić?

Solomon: Czy coś się stało?
Chloe: Cóż... Nie przypuszczałam, że zorganizujecie bal więc nie przyniosłam ze sobą żadnej sukienki.
Oz: Co, ta trójka, która przyszła po ciebie nie powiedziała ci o tym?
Crowlie: Też nie wiedzieliśmy o tym balu.
Leonardo: To tylko sukienka. Zajmiemy się tym.
Heartmann: W jaki sposób?
Leonardo: Istnieje wiele sklepów sprzedających sukienki, czyż nie?
Heartmann: Zapomniałeś, że to ma być jedno z większych wydarzeń w całym Oz?
Crowlie: Znalezienie sukienki, która pasowałaby dla tej piękności, było by teraz całkiem niezłym zadaniem...
Leonardo: Musimy ją zdobyć bez względu na to, jakie to będzie ciężkie! Nie możemy pozwolić Chloe się zawstydzić!
Heartmann: Słuszna uwaga! Spójrzmy!
Crowlie: Chloe proszę daj nam czas. Znajdziemy ci sukienkę bez żadnych problemów.

Oni są tacy mili!

Solomon: Wszyscy zaczekajcie chwilę. Czy wiesz, że w tym pałacu mamy dosyć duża garderobę?
Crowlie: Co...?
Heartmann: Och, racja!
Chloe: Dużą garderobę?
Solomon: W rzeczy samej, niemożliwie, ogromnie wielką.
Leonardo: Czy macie tam również sukienki?
Solomon: Mamy wiele pięknych sukienek wykonanych przez największych mistrzów krawiectwa, wybierzesz tą, która ci się spodoba.
Chloe: Dziękuję!
Oz: Chłopaki są na prawdę głupi. Dlaczego pałac miałby nie mieć garderoby?
Wesley: Panikują nawet nie wiedząc o tym... Naprawdę. Głupcy.
Crowlie: Guh...!
Leonardo: W porządku, a kto jest geniuszem, który powiedział, że zamierzamy szukać sukienki?!
Heartmann: To byłeś ty Leonardo!
Leonardo: Ja?!
Crowlie: Tak, ty! Czy ty nie masz wstydu...?
Chloe: Cóż, wszyscy tylko próbowaliście mi pomóc. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu.
Leonardo: Cóż... Tak, ale...
Crowlie: Powinienem był pomyśleć o tym bardzie na spokojnie...
Heartmann: Kiedy myślałem, że mogę ci pomóc, po prostu to powiedziałem i... Haha!

Crowlie i reszta popatrzyli na siebie i wybuchnęli śmiechem.

Dziękuję wszystkim. Och, to sprowadziło mnie  z powrotem...

Wesley: Tch... Co za nuda.
Norton: Cóż, pozwól więc, że w takim razie pokażę ci garderobę.
Leonardo: Czy możemy także pójść?
Chloe: Huh? Po co?
Crowlie: Może ci się przydać pomoc przy wyborze sukienki.
Leonardo: I też chcę zobaczyć pałacową garderobę.
Solomon: Być może powinienem to ponownie rozważyć. Garderoba, jak wiecie jest pokojem. Jest nieprawdopodobnie wielka, prawie jak labirynt.
Chloe: Czy ona naprawdę jest taka wielka?
Solomon: W rzeczy samej. Pogłoski mówią, że niektórzy którzy zawędrowali do garderoby. Nigdy nie wrócili.
Crowlie: C-co?! Naprawdę?!
Leonardo: Whoa! Naprawdę? Wygląda na to, że wybieranie stroju wymaga dużej odwagi.
Oz: Masz zimne stopy?
Leonardo: Jakbym chciał! Ty wiesz kim ja jestem? Jestem odważnym lewem!
Norton: Mój, Lordzie Solomonie...
Chloe: Huh...?
Norton: Garderoba jest rzeczywiście dość duża. Jednak nikt nigdy nie zaginął w środku.
Chloe: Czyli to nie była prawda?!

Spojrzałam na Solomona widząc, że on chichocze.

Norton: Jako wielki i potężny czarodziej, jakim jest, ma szczególne poczucie humoru... i sprawia mu radość odgrywanie na innych swoich sztuczek.

Myślę, że już to zauważyłam...

Jednak nie mogłam tego powstrzymać. Prawdopodobnie to z powodu jego beztroskiego uśmiechu i czystych oczu.

Norton: Cóż, wyobrażam sobie, że to oznaka jego wielkości.

Norton musi naprawdę lubić Solomona. Lub raczej szanuje go.

Heartmann: Crowlie, Leonardo, prawdopodobnie powinniśmy tu zostać.
Leonardo: Nie idziesz Heartmannie?
Heartmann: Chloe idzie do garderoby przymierzyć swoją sukienkę. To niegrzeczne stać przy kobiecie, gdy ona się przebiera.
Crowlie: Och dobra uwaga... Nie pomyślałem zbyt bardzo.
Leonardo: Naprawdę? Do licha. Ludzie zapewne cierpią.
Crowlie: Cóż, zaczekamy tutaj.
Chloe: Zaraz wrócę, przebiorę się.
Norton: Cóż, ruszajmy.
Wesley: Czekaj minutę!

Wesley nas zatrzymał.

Norton: Potrzebujesz czegoś?
Wesley: Nie podoba mi się to... Coś nie jest tu w porządku.
Norton: Nie jest w porządku?
Wesley: Mówię o tobie Nortonie.

Wesley wskazał na Nortona.

Wesley: Jesteś Czarnoksiężnikiem z Północy, ale jesteś tu zachowując się jak sługa Solomona! Co ty knujesz?
Norton: Mój, mój... Nie jesteś świadom? Obaj możemy być czarnoksiężnikami, ale moja magiczna moc jest niczym w porównaniu z mocą Lorda Solomona.
Wesley: Cóż nie mogę się również zgodzić z tym, że będziesz z nią sam na sam!
Crowlie: Więc kto powinien być tym, który zabierze Chloe do garderoby?
Wesley: Nie mnie pytaj.
Solomon: Co powiecie na to aby to Chloe zadecydowała?
Chloe: To znowu zależy ode mnie?
Solomon: Wybierz kogo uważasz, że możesz mu najbardziej ufać. Kto to będzie?

Norton. / Crowlie. / Solomon.

Mogę ufać Crowlie'mu, Heartmannowi i Leonardo. A jeśli miałabym wybrać jednego z nich, to chyba powinien być to Crowlie. A skoro wybieram mojego chłopaka każdy powinien się z tym zgodzić.

Chloe: W porządku. Crowlie czy mógłbyś pójść ze mną?
Crowlie: Co, j-ja?!
Oz: Crowlie wiesz gdzie jest garderoba? Och, tak.. On nie wie.

Chwila, co ja robię...?

Solomon: Niestety. Zabiorę cię tam. Czy to w porządku?
Chloe: Och, proszę zrób to.

Nikt nie powinien narzekać, jeśli Solomon pójdzie ze mną. Uff...

Norton: Czy to w porządku Wesley?
Wesley: ... Tak, pewnie.
Crowlie: Z niecierpliwością czekam, aby zobaczyć w jakiej sukience powrócisz.
Heartmann: Kiedy wróci będzie wyglądać absolutnie oszołamiająco. Jestem pewien.
Leonardo: Jeszcze piękniejsza niż teraz, łał!

Chłopcy wywierają na mnie presję... Ale nie mogę uwierzyć, że zaraz założę sukienkę i pójdę na bal! To jak spełnienie marzeń! Oto jestem w Oz, świecie snów. I właśnie dlatego tak bardzo kocham Oz!

Kiedy zaczęłam wychodzić z sali tronowej wraz z Solomonem, Toto wybiegł za nami.

W porządku, Toto pójdzie z nami.

Odwróciłem się i zobaczyłem Crowlie'go, jego oczy były tak jasne, patrzyły prosto na mnie.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Oz+ Prolog | tłumaczenie

Wszystko zaczęło się w małym miasteczku w Kansas.


Przed domem/ogród


Toto: Hał!

To jest Toto Junior, mój cudowny mały piesek. Pamiętacie Toto, który wyruszył do krainy Oz razem ze mną? To jego syn.

Toto: Hał!

Minęły lata od mojej przygody w Oz. Powróciłam do Kansas, aby prowadzić normalne życie. I choć była to sama w sobie wspaniała rzecz...

Chloe ( główna bohaterka ): Czasami tęsknię za Oz...

Toto: Arf?

Zaraz po tym jak Toto podniósł uszy, ktoś zapukał do drzwi. Kto to mógłby być o tej godzinie? Otwieram drzwi i gdy je otworzyłam zostałam powitana przez...

??? 1: Tęskniłem za tobą Chloe!

Wysoki mężczyzna podskoczył i objął mnie ramionami.

Chloe: Eep! Hej, spadaj!
??? 2: Przestań, Leonardo!
??? 3: Wiem, że się cieszysz, że ją widzisz, ale uspokój się trochę.

Dwaj inni mężczyźni chwycili go, aby mnie puścił.

Toto: Wrrr!

Toto ugryzł stopę mężczyzny.

??? 1: Oł...! A-ahhh!

Podskoczył z bólu kiedy Toto go ugryzł, a pozostali dwaj mężczyźni pchnęli go i przytrzymali.

??? 2: Nagłe obejmowanie Chloe jest niegrzeczne i nic więcej.
??? 1: Co?! Ja właśnie wyrażałem swoją miłość!
??? 3: Leonardo, zawsze trzeba podchodzić do kobiet jak dżentelmen!
??? 1: Wiem, wiem!
??? 2: Chloe, wszystko w porządku?
Toto: Grrr...!

Toto warknął na tych trzech w mojej obronie.

??? 2: Naprawdę cieszę się, że cię znowu widzę.
??? 3: Wygląda na to, że masz się dobrze.
??? 1: Łał, stałaś się jeszcze piękniejsza niż się spodziewałem.

Moimi gośćmi byli trzej młodzi mężczyźni, których nigdy wcześniej nie widziałam.

Chloe: Czekaj, kim wy jesteście?

I skąd znają moje imię...?

??? 1: Co, zapomniałaś nas?
??? 3:  Prawdopodobnie po prostu nas nie rozpoznała.
??? 2: To jest nie możliwe.

Rozmawiali między sobą naturalnie, ale nie pamiętam abym kiedykolwiek spotkała któregoś z nich.

Nie sądzę, że zapomniałabym tak przystojnych mężczyzn gdybym ich poznała.

Nie mogę powstrzymać moich pulsujących odruchów i ciepłej twarzy gdy oni tak się we mnie wpatrują.

Chwila, czy ja śnię?

Crowlie (2): Jestem Crowlie, Strach na wróble.
Heartmann (3): Jestem Heartmann, Blaszany Drwal.
Leonardo (1): A ja jestem Leonadro, Lew.

Chwileczkę... Strach na wróble, Blaszany Drwal i Lew...?

Leonadro: Teraz pamiętasz?

Jesteście tą trójką, z którą podróżowałam! / Jesteście członkami cyrku?
(tutaj mamy wybór, pogrubioną czcionką jest napisana opcja którą wybrałam)

Chloe: Jesteście tą trójką, z którą podróżowałam przez Oz!
Crowlie: Poprawnie.
Heartmann: Jestem szczęśliwy, że nas pamiętasz.
Chloe: Jak mogłabym was zapomnieć? Jesteśmy przyjaciółmi!
Leonardo: Racja, przyjaciółmi!
Chloe: Ale dlaczego jesteście ludźmi?
Crowlie: Lord Solomon, Czarnoksiężnik z Południa nadał nam ludzką postać.
Heartmann: Mamy nawet imiona.
Chloe: Crowlie, Heartmann i Leonardo, racja. Co za wspaniałe imiona.

Uśmiechnęłam się, a cała trójka wymieniła zadowolone spojrzenia.

Chloe: Och, czekajcie... co was tutaj sprowadza?
Crowlie: Przyszliśmy cię eskortować, Chloe.
Leonardo: To prawie jest twój Wielki Dzień, czyż nie? Mówimy ci o Oz aby świętować!

Zbliżały się moje 17 urodziny.

Chloe: Chcecie świętować moje 17 urodziny w Oz?!
Heartmann: Również Lord Solomon oczekuje ciebie w Oz.
Crowlie: Proszę, zabierz swoje rzeczy i pozwól nam odejść.
Chloe: Czekaj, czekaj chwila!
Leonardo: Coś się stało?
Chloe: Naprawdę się cieszę, że chcielibyście uczcić moje urodziny i bardzo chciałabym wrócić znowu do Oz, ale...
Heartmann: Och jesteś zmartwiona powrotem do swojego domu w Kansas, prawda?

Przytaknęłam, przypominałam sobie jak ciężko było wrócić ostatnim razem.

Heartmann: Cóż, Lord Solomon powiedział, że odeśle cię do domu zaraz po twoim Wielkim Dniu.

W takim razie chcę jeszcze raz odwiedzić Oz!

Poza tym jestem bardzo podekscytowana świętowaniem moich urodzin z takimi przystojnymi mężczyznami.

Chloe: W porządku. Ruszajmy do Oz!
Leonardo: Potem wszystko ustalimy!

Szybko napisałam list do wujka Henry'ego i cioci Em i położyłam go na stole.

Crowlie: Co napisałaś w swoim liście?
Chloe: Że poszłam do domu przyjaciela. Żeby się nie martwili. Nie napisałam nic o magii ani czyś podobnym.
Toto: Hał!
Chloe: Och, czy Toto może pójść z nami?
Heartmann: Ten pies to Toto? TEN Toto?
Chloe: On jest synem Toto, Toto Jr.
Crowlie: Ach, rozumiem. Miło mi cię poznać Toto.
Toto: Grrr...!
Leonardo: Nie wydaje mi się, że on nas lubi.
Crowlie: To twoja wina Leonardo.
Heartmann: Haha... Cóż, ruszajmy!

Duży most w kolorach tęczy pojawił się na nocnym niebie, lśnił w świetle księżyca.

Chloe: O ja, jest taki piękny!
Crowlie: Przejście przez most doprowadzi nas do Krainy Oz.

Niebo


I tak zaczęliśmy iść wzdłuż czarownego mostu. Gdy szliśmy po tęczy, nocne niebo stopniowo zmieniało kolor na błękitny.

Crowlie: Patrz, tam jest!

Crowlie wskazał na koniec mostu gdzie znajdowało się piękne miasto.

Heartmann: To jest południowa kraina Oz, Quadlings.
Toto: Hał, hał!

Nagle Toto rzucił się do ucieczki.

Leonardo: Haha! Ten szczeniak skradł moje serce.
Chloe: Toto, zaczekaj!

Pośpieszyłam za nim, a pozostała trójka również zaczęła biec.

Oto jestem z powrotem w Oz... Och, czuję, że będzie fajnie!

Sala tronowa


Pierwszym miejscem, do którego mnie zaprowadzili był Pałac Quadling.

Solomon: O ja, ile czasu minęło.

Siedzący przede mną Czarnoksiężnikiem Południa i władncą Quadlings, Solomon.

Chloe: To honor dla mnie ponownie cię spotkać Solomonie.

Stojący obok Solomona, gdy ten siedział na tronie był Czarnoksiężnikiem Północy, Nortonem.

Norton: Lordzie Solomonie, czy mam wezwać pozostałych dwoje?
Solomon: Dobry pomysł.

Norton klasnął w dłonie i dwoje ludzi niespodziewanie pojawiło się z tyłu sali.

Oz: Cieszę się, że masz się dobrze młoda damo.
Chloe: Ty jesteś... Oz...?!

Najpierw pojawił się wielki czarnoksiężnik, który rządził Szmaragdowym Miastem, Oz. 
W rzeczywistości był jednak kolejnym człowiekiem z mojego świata, a także świetnym magikiem scenicznym.

Leonardo: Ale Wielki Oz... nie wróciłeś do swojego rodzinnego świata?!
Heartmann: Zaczekaj, ten drugi mężczyzna... Nie możesz być...!
Chloe: Czarnoksiężnikiem z Zachodu?

Pamiętam jego imię... Wesley!

Wesley: Co jest tutaj ze mną problemem?

Wesley wyszeptał.

Crowlie: Chloe cię nie pokonała, gdy zrzuciła na ciebie wiadro wody?
Wesley: Hej, Strachu na wróble, brzmisz jakbyś chciał kolejnego porządnego oświecenia. Chcesz abym się zobowiązał?
Crowlie: Pamiętasz co wtedy powiedziałem?

Crowlie i reszta spoglądali na Czarnoksiężnika z Zachodu,a ich ekspresja była napięta i czułam, że między nimi zaraz polecą iskry.

Norton: Dość. Nie zapominajcie, że jesteście w obecności Lorda Solomona.
Solomon: To ja wezwałem Wielkiego Oza i Wesley'a tutaj.
Chloe: Czy... czy po to aby świętować moje urodziny?

Solomon skinął głową z uśmiechem.

Solomon: Oczywiście będziemy świętować twój  Wielki Dzień Chloe. Ale myślę, że Wielki Dzień to idealna okazja aby wybrać dla ciebie partnera Chloe.
Toto: Arf?
Solomon: Decyzja należy do ciebie Chloe.

Solomon wskazał oczami na Crowlie'go, Heartmanna, Leonardo... Oza i Czarnoksiężnika ze Wschodu, Wesley'a.

Mam wybrać swojego chłopaka spośród tej piątki?

Chloe: Z-zaczekaj nikt mi o tym nie powiedział!
Oz: ...Ciekawy pomysł. Weź mnie pod uwagę.
Wesley: O to właśnie chodzi... Nie miałbym nic przeciwko tej długiej grze.

Wesley uśmiechnął się  pewnie.

Leonardo: Ja też! Nie mogę pozwolić aby Czarnoksiężnik z Zachodu dostał Chloe!
Chloe: Huh...?! Cz-czekajcie...!
Crowlie: Cóż wygląda na to, że w tym momencie już nie mam wyboru.
Heartmann: Wygląda na to, że tak.
Chloe: Cz-czekajcie wszyscy, moglibyście przynajmniej zapytać m-
Solomon: A teraz Chloe, kogo wybierasz?
Chloe: Zaczekaj, ale... Nie mogę podjąć tak ważnej decyzji w ten sposób...!
Crowlie: Chloe nie musisz decydować. Jestem właściwym wyborem.
Heartmann: Chloe, wybrałabyś mnie?
Leonardo: Chloe jestem twoim mężczyzną!

Wszyscy zaczęli się do mnie zbliżać.

Crowlie: Mam wszystko co może cię uszczęśliwić.
Heartmann: Mam serce tylko po to by cię kochać.
Leonardo: Mam odwagę by cię chronić!
Chloe: Cz-czekajcie wszyscy...

Cieszę się, że oni wszyscy to czują, ale ja czuję się trochę... poza tym wszystkim...

Kiedy ci trzej domagali się mojej uwagi, ktoś stanowczo zarzucił mi ręce zdłuż moich ramion i przyciągnął mnie do siebie.

Oz: A co powiesz na mnie, laleczko?

I po chwili znowu ktoś pociągnął mnie za ramię.

Wesley: Wybierz mnie. To rozkaz.
Heartmann: Czy nie możesz po prostu odejść i zostawić nas w spokoju, Czarnoksiężniku z Zachodu?
Wesley: Nie mów mi na okrągło co mam robić! I nie jestem duchem!
Crowlie: Oz powinieneś wrócić do swojego rodzinnego świata.
Oz: A może powrócicie do swoich oryginalnych postaci, ach?
Leonardo: Nic z tych rzeczy! Chloe, kocham cię!
Chloe: Achhh! Wszyscy PRZESTAŃCIE!

Mój krzyk rozbrzmiał w całym pokoju i nagle wszyscy zamilkli.

Chloe: Rozumiem! Rozumiem! Wybiorę kogoś na razie, okej? Na razie.

Spojrzałam po kolei na twarze wszystkich pięciu mężczyzn.

Norton: Lordzie Solomonie, czy to jest naprawdę do przyjęcia?
Solomon: Ależ oczywiście. Teraz, kogo wybierasz?





środa, 4 kwietnia 2018

Cinderella Phenomenon Prolog "Lodowa Księżniczka" cz. 2 | tłumaczenie

Przepraszam za kolor tekstu, ale niestety coś się zepsuło i nie potrafię go zmienić.

Sala tronowa ( wspomnienie )


Król Genaro: Lucette, chciałbym abyś towarzyszyła Emelaigne w jednej z jej wycieczek do miasta.
Lucette: ... Na pewno zamiast mnie możesz wysłać z nią pokojówki.
Król Genaro: Nie wymagałbym abyś jej towarzyszyła, gdybym miał wysłać ją z pokojówkami.
Lucette: ...
Król Genaro: Chcę, żebyś postarała się dogadać ze swoją siostrą.
Lucette: Przyrodnią siostrą.
Król Genaro: Ona jest twoją siostrą i będziesz traktować ją i Roda jakby byli tej samej krwi co ty.
Lucette: ...
Król Genaro: Za dwa dni będziesz towarzyszyć Emelaigne na zewnątrz.
Lucette: !!!
Król Genaro: Minęły już cztery lata kiedy ostatnio opuściłaś pałac. Od tamtego czasu zamknęłaś się w sobie. Ledwo opuszczasz swój pokój. Angielle było wtedy w chwili wojny. Ale teraz królestwo jest bezpieczne i powróciło do dawnej świetności. Chciałbym abyś zobaczyła jakie naprawdę piękne jest Angielle. Lucette, księżniczka musi znać swoje królestwo. Pójdziesz z Emelaigne, a ona pokarze ci miasto, które do tej pory widziałaś tylko przez swoje okna.
Lucette: Czy to rozkaz?
Król Genaro: Jeśli musi być.
Lucette: ...
Król Genaro: Wszystko jasne?
Lucette: ...
Król Genaro: Lucette?
Lucette: Zrozumiałam.


Korytarz w pałacu


Ostatnim razem opuściłam pałac cztery lata temu, kiedy król zabrał mnie ze sobą, aby sprawdzić ludzi po zakończeniu Wielkiej Wojny. Potrząsam głową usuwając swoje wspomnienia. 

Jestem tu bezpieczna.

Fritz: Księżniczko? Wszystko w porządku?
Lucette: ...
Fritz: Nie będzie aż tak źle. Mieszkańcy miasta to dobrzy ludzie.
Lucette: Jak możesz być tego pewny?
Fritz: ... Czasy się zmieniły, ludzie się zmienili.
Lucette: Czy to nie jest dokładnie ten problem?

Matka nigdy się nie zmieniła. Matka kochała mnie do samego końca.

Fritz: ... Czasami zmiany są lepsze, księżniczko. Myślę, że to dzisiaj zauważysz. Jeśli mi wybaczysz. Zobaczymy się później.


Pokój Lucette w pałacu


Lucette: ... Deloro...Czy myślisz, że czarownice są w stanie kogoś przywrócić po śmierci?
Delora: ...
Lucette: Chciałabym abyś mogła ze mną porozmawiać. Ty i inni.

Moje lalki są moimi jedynymi przyjaciółmi. Są jedynymi, którym mogę zaufać. Nie tak jak ludzie, one nigdy mnie nie zdradzą. Nigdy mnie nie skrzywdzą. One zawsze będą tu dla mnie. W chwili gdy zobaczyłam Delore wiedziałam, że jest wyjątkowa. Ona jest inna, elegancka i realistyczna, tak jakby oddychała. Jest ona prezentem od króla na moje siedemnaste urodziny. Zaczęłam otrzymywać lalki od kiedy Matka zmarła. Matka nie wierzyła w obchodzenie urodzin. Ale każdego roku o północy pod moimi drzwiami zjawiał się list. Zawierał instrukcje prowadzące mnie przez cały pałac na przygodę do pokoju pełnego prezentów, ciast i słodyczy. Marzenia dziecka. Byłam zafascynowana lalkami, do których zawsze była dołączona mała kartka z życzeniami. Kartka zawierała słowa "Kocham cię" i podpisana przez "M". Kartka mówiła mi abym trzymała te uroczystości w tajemnicy, ale nigdy nie potrzebowałam o tym mówić. Matka zawsze znajdywała sposób aby pokazać mi, że troszczy się o mnie. Na swój własny sposób. Sekretne uroczystości zakończyły się jak tylko ona zniknęła. 

Lucette: Tak?
Pokojówka: Proszę wybaczyć, wasza wysokość. Król wymaga twojej obecności.

Lepiej, żeby to nie był kolejny wykład.

Lucette: Powiedz mu, że jestem w drodze. Zobaczymy się później Deloro.
Delora: ...

Korytarz w pałacu


Mężczyzna: Och... Dzień dobry wasza wysokość.
Lucette: Sir Mythros.

Sir Mythros, królewski doradca. Ojciec mu ufa, tak jak Sir Alcasterowi.

Mythros: Każdego dnia stajesz się coraz bardziej podobna do swojej matki.
Lucette: ...

Czasami odnajduję Sir Mythrosa mówiącego do portretu Matki kiedy myśli, że nikt go nie widzi. Musiał ją bardzo podziwiać, ale nie mogę się zmusić, by dobrze o nim myśleć. Jest w nim coś, co stawia mnie na krawędzi.

Mythros: Jesteś w drodze, by spotkać się z królem? Nie zatrzymuję cię w takim razie. Do następnego spotkania, droga księżniczko.
Lucette: ...



Cinderella Phenomenon Prolog "Lodowa Księżniczka" cz. 1 | tłumaczenie

Ulica


Nazywam się Lucette Riella Britton, córka króla Genaro Brittona III. Jestem księżniczką koronną królestwa Angielle. Przynajmniej, tak było. Ale tak było przedwczoraj, kiedy stałam się ofiarą niesławnej Baśniowej Klątwy. Wszyscy zapomnieli o moim urodzeniu. Teraz jestem niczym innym, jak nędzną chłopką. Czuję, że utknęłam w koszmarze. Ale nie, to jest teraz moja rzeczywistość. Wciąż nie mam pojęcia co muszę zrobić aby złamać moją klątwę. Zamykam oczy i przypominam sobie ten dzień...


Korytarz w pałacu


Zaczęłam go jak każdy inny dzień...

Pokojówka A: Słyszałaś? Kolejna osoba została przeklęta!
Lucette: ...

Jestem w drodze do jadalni na śniadanie, kiedy zatrzymuje się i słucham przyciszonych głosów. Dwie pokojówki stają obok siebie z miotłami w ręku.

Te dwie znowu leniuchują. ( pochyłe napisy oznaczają myśli naszej bohaterki )

Pokojówka B: To straszne! Co to była za Baśniowa klątwa?
Pokojówka A: Powiedzieli, że to był Pinokio.
Pokojówka B: Pinokio? Baśń o kłamliwym chłopcu, którego nos rośnie? To okropne!
Pokojówka A: Wiesz, ostatnio coraz więcej ludzi jest przeklętych. Myślisz, że te złe wiedźmy znowu coś knują?
Pokojówka B: Myślałam, że Baśniowa Klątwa zatrzyma się po pokonaniu sama wiesz kogo?
Lucette: Wy dwie zostałyście zatrudnione do pracy, nie gadania.
Pokojówka B: !!!
Pokojówka A: P-przepraszamy, Wasza Wysokość!

Jak można się czegoś spodziewać od takich jak one. ... Jeszcze jedna Baśniowa Klątwa...

Baśniowe Klątwy zaczęły się rozprzestrzeniać jeszcze przed rozpoczęciem wielkiej wojny. Nie musiałam się interesować ich efektami, nawet teraz. W końcu większość ludzi prawdopodobnie zasługuje na przekleństwo. Ofiary są słabe. Angielle byłoby lepsze bez tego ciężaru. 

Gdyby to zależało od Matki, przeklęty zostałby wygnany z Angielle w chwili, gdy padł ofiarą. ... Ale Matki już tutaj nie ma.

I ona nigdy nie wróci. Nigdy.

Pokojówka: Księżniczko? Król i królowa czekają w jadalni.
Lucette: Jestem w drodze.

Jadalnia


Król, Ophelia i Rod oni wszyscy są obecni w jadalni. Ktoś wyraźnie zaginął, ale ignoruje jego nieobecność.

Król Genaro: Dzień dobry, Lucette.
Lucette: Dzień dobry, Wasza Wysokość.
Ophelia: Dzień dobry, Lucette.
Lucette: ...
Król Genaro: Lucette...
Lucette: Ophelia.
Ophelia: ...

Ophelia Widdensov. Codziennie zastanawiam się dlaczego mój ojciec, król poślubił skromną piekarkę. Ona nigdy nie mogłaby być prawdziwą królową, ponieważ blednie w porównaniu z Matką. Zajmuję swoje miejsce obok króla, następnie patrzę na osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Rod Benedikt Widdensov, mój przyrodni brat, zazwyczaj jest znudzony i cichy. Jest ode mnie dwa lata młodszy i jest młodszym dzieckiem Opheli. Jest niemy i używa pluszowego króliczka aby wymawiał jego myśli. Najwyraźniej został mu podarowany przez wróżkę. Pilnuje swoich spraw i łatwo sobie jest z nim poradzić. Ale jego starsza siostra... Moje oczy spoglądają na puste miejsce obok niego. 

Ona jest naprawdę najbardziej irytującą osobą jaką miałam kiedykolwiek niezadowolenie poznać.

Emelaigne: Bardzo przepraszam za spóźnienie! Czytałam i zapomniałam o czasie.

I oto ona.

Emelaigne: Dzień dobry drogi ojcze, matko. Dzień dobry, Rod! I dzień dobry też tobie, Lucette! To piękny poranek, czyż nie?
Lucette: ...

Emelaigne Widdensov, starsza siostra Roda i moja przyrodnia siostra. Zachowuje się jakbyśmy były jednej krwi, jakby ona też urodziła się księżniczką. Jakby mogła być księżniczką koronną. Może ukraść moje miejsce. Nigdy na to nie pozwolę.

Król Genaro: Teraz gdy wszyscy tu są, zacznijmy.

Lokaje wślizgują się do środka ze srebrnymi tacami ostrożnie serwując śniadanie.

Ophelia: Więc Emelaigne, czytałaś Baśnie, które król ci przyniósł?
Emelaigne: O tak! Jest ich tak wiele i są takie wspaniałe. Dziękuję ci bardzo, ojcze!
Król Genaro: Jestem szczęśliwy, że je polubiłaś.
Emelaigne: Kocham je! To takie dziwne, że nie było żadnej z nich w bibliotece.
Lucette: Ponieważ Matka nienawidziła ich. Spaliła wszystkie książki.
Emelaigne: !!! Ale dlaczego? To są takie urocze historie-
Lucette: Baśnie wprowadzają w błąd ludzi wierząc, że mogą mieć rzeczy, na które nie zasługują. Sławę, bogactwo, miłość. Szczęśliwi na zawsze... A kiedy ich życzenia nie odnoszą skutku, dokładnie tak jak oni chcą, ludzie obwiniają wiedźmy na pierwszym miejscu.
Król Genaro: Co sugerujesz o wiedźmach, Lucette?

Atmosfera zmienia się, powietrze w pokoju staje się ciężkie. Kontynuuję jedzenie.

Lucette: Być może wiedźmy nie są odpowiedzialne za zło na tym świecie. Być może ludzie są przyczyną ich upadku.
Król Genaro: Zdajesz sobie sprawę o czym ty mówisz dziecko? Wiedźmy spowodowały tylko ból i cierpienie w tym królestwie. Nawet teraz Baśniowe Klątwy się rozprzestrzeniają na naszych niewinnych poddanych.

Prawda jest taka, że niewiele wiem o czasie, w którym wiedźmy miały swobodę panowania nad Angielle. Byłam wtedy bardzo młoda i Matka zakazała mi opuszczać pałac, czasami nawet mój pokój. Nie wiem nic o domniemanym bólu i cierpieniu ludzi.

Matka trzymała mnie z dala od wszystkich...

I nie mogę się zmartwić.

Lucette: Skąd wiesz, że przeklęci są niewinni?
Król Genaro: Nasi ludzie trudzili się dniami i nocami aby odbudować Angeille po Wielkiej Wojnie. Nasi ludzie są fundamentem królestwa i jestem niezmiernie wdzięczny za ich determinację i postanowienie. Codziennie zastanawiam się czego nauczyła cię twoja matka o-
Lucette: Zostaw Matkę w spokoju.
Król Genaro: ...
Ophelia: Mój drogi, proszę.
Król Genaro: ...
Ophelia: Lucette, kochanie, twój ojciec nie chciał-
Lucette: Nie jestem jedną z twoich dzieci Ophelio. Nie potrzebuję twojej sympatii.
Ophelia: !!! I...
Król Genaro: Lucette, będziesz okazywać swojej matce szacunek.
Lucette: Ona nie jest moją matką.

Odłożyłam nóż i widelec i wstałam.

Lucette: Skończyłam. Przepraszam.

Korytarz w pałacu


Mój ojciec i ja nigdy się nie dogadywaliśmy, ale nasz stosunek znacznie się pogorszył odkąd poślubił piekarkę.

Mój ojciec... król... Minęło siedemnaście lat i ja nigdy nie poczułam do niego żadnej miłości. On traktuje Emelaigne i Roda, którzy wkroczyli w nasze życie rok temu, jak jego własne dzieci. Lepiej niż kiedykolwiek traktował mnie.

Tak wygląda moje życie odkąd matka zmarła cztery lata temu.

Matka była jedyną, która była przy mnie, gdy nikt inny nie był.

Gdyby nie wypadek podczas Wielkiej Wojny nadal by tu była...

Man: Co to za kwaśna mina tak wcześnie rano, księżniczko? Niech zgadnę. To król, królowa lub księżniczka Emelaigne. A może wszyscy z nich?

Zignorowałam jego pytanie.

Lucette: Fritz, co ty tutaj robisz tak wcześnie?
Fritz: Mam kilka spraw do załatwienia z moim ojcem.

Fritzgerald Aiden Leverton, syn najwyższego rycerza Orderu Caldarii. Jego ojciec sir Alcaster służył rodzinie królewskiej wiele lat. Sir Alcaster jest jednym z najbardziej zaufanych doradców króla. Trzy lata temu Fritzowi został przydzielony honor zostania moim osobistym rycerzem. Jego obecność jest jedyną, którą ostatnimi czasami mogę tolerować.

Lucette: Powinieneś więc poczekać w sali tronowej.
Fritz: Dziękuję! ... Księżniczko? 
Lucette: Tak?
Fritz: Wiesz, nie widziałem twojego uśmiechu odkąd cię poznałem.
Lucette: Dlaczego ma to jakiekolwiek znaczenie?
Fritz: ... Nadal mam nadzieję, że pewnego dnia zobaczę twój uśmiech, księżniczko.
Lucette: ...
Fritz: Cóż, nie zabiorę już więcej twojego czasu. Widzimy się o dziesiątej.
Lucette: Dziesiątej?
Fritz: Nie mów mi, że zapomniałaś.
Lucette: Zapomniałam czego?
Fritz: Idziesz dzisiaj do miasta, pamiętasz?

Wypuszczam powietrze gdy sobie to uświadamiam. Minęły dwa dni odkąd król wydał rozkaz...





wtorek, 3 kwietnia 2018

Cinderella Phenomenon Wstęp | tłumaczenie

Dawno, dawno temu, w dalekim królestwie
były dwa kryształy.
Jednym z nich był Crystallum Lucis 
chroniony przez władcę wróżek.
Drugim był Crystallum Tenebrarum, 
nad którym czuwał najwyższy władca wiedźm.
Lucis był podtrzymywany przez miłość,
szczęście i radość,
Tenebrarum przez strach gniew i nienawiść.
Wróżki i wiedźmy żyły w harmonii 
z ludźmi z królestwa.
Regulowały moc kryształów, aby
zachować równowagę między ciemnością,
a światłem.
Bo nie może być radości bez smutku,
odwagi bez strachu.
Królestwo było w pokoju przez
jakiś czas.
Aż pewnego dnia podróżujący bard zdecydował 
napisać historie, opowieści o magii
i cudach z królestwa.
Nazwał te historie "Baśniami".
W Baśniach światło zawsze zwyciężało i 
prawdziwa miłość była nagradzana.
Baśnie rozeszły się dalej niż można było przewidzieć.
Ludzie z królestwa zaczęli
wierzyć, że baśnie są prawdziwe, a
magia czarownic z natury zła
i okrutna.
Wiedźmy zostały znienawidzone i wystraszone.
W końcu zostały upolowane jak zwierzęta.
Polowanie na wiedźmy.
Najwyższa przywódczyni wiedźm
w całym swoim gniewie stworzyła 
Baśniowe Klątwy.
"Myślisz, że jesteśmy nikczemni? Niech tak będzie.
Tak jak wy, zabraliście nasze szczęście
na zawsze, weźmiemy wasze!"
Czarownice użyły Baśniowej Klątwy, aby 
ostatecznie zaatakować ludzi bezkrytycznie
rzucając królestwo w chaos i ciemność.
Władca wróżek, nosiciel Lucis, 
próbował odzyskać pokój.
Ale czarownice były zaślepione
nienawiścią do ludzi, którzy byli odpowiedzialni 
za ludobójstwo czarownic.
Rozpoczęła się straszna wojna, Wielka Wojna.
Ostatecznie nosiciel Tenebrarum,
najwyższy przywódca wiedźm został pokonany.
Tenebrarum zaginął.
Pokój został przywrócony, a światło 
znów triumfowało.
Ale ciemność nigdy nie może
całkowicie zniknąć.
Czeka w cieniu, cierpliwa, gdy jej
czas nieuchronnie powróci...


Tłumaczenie opisów postaci z Oz+

Witajcie! Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam, ale staram się poprawić jak najwięcej ocen na koniec roku szkolnego. Teraz gdy jest...