Ulica
Korytarz w pałacu
Zaczęłam go jak każdy inny dzień...
Pokojówka A: Słyszałaś? Kolejna osoba została przeklęta!
Lucette: ...
Jestem w drodze do jadalni na śniadanie, kiedy zatrzymuje się i słucham przyciszonych głosów. Dwie pokojówki stają obok siebie z miotłami w ręku.
Te dwie znowu leniuchują. ( pochyłe napisy oznaczają myśli naszej bohaterki )
Pokojówka B: To straszne! Co to była za Baśniowa klątwa?
Pokojówka A: Powiedzieli, że to był Pinokio.
Pokojówka B: Pinokio? Baśń o kłamliwym chłopcu, którego nos rośnie? To okropne!
Pokojówka A: Wiesz, ostatnio coraz więcej ludzi jest przeklętych. Myślisz, że te złe wiedźmy znowu coś knują?
Pokojówka B: Myślałam, że Baśniowa Klątwa zatrzyma się po pokonaniu sama wiesz kogo?
Lucette: Wy dwie zostałyście zatrudnione do pracy, nie gadania.
Pokojówka B: !!!
Pokojówka A: P-przepraszamy, Wasza Wysokość!
Jak można się czegoś spodziewać od takich jak one. ... Jeszcze jedna Baśniowa Klątwa...
Baśniowe Klątwy zaczęły się rozprzestrzeniać jeszcze przed rozpoczęciem wielkiej wojny. Nie musiałam się interesować ich efektami, nawet teraz. W końcu większość ludzi prawdopodobnie zasługuje na przekleństwo. Ofiary są słabe. Angielle byłoby lepsze bez tego ciężaru.
Gdyby to zależało od Matki, przeklęty zostałby wygnany z Angielle w chwili, gdy padł ofiarą. ... Ale Matki już tutaj nie ma.
I ona nigdy nie wróci. Nigdy.
Pokojówka: Księżniczko? Król i królowa czekają w jadalni.
Lucette: Jestem w drodze.
Pokojówka A: Wiesz, ostatnio coraz więcej ludzi jest przeklętych. Myślisz, że te złe wiedźmy znowu coś knują?
Pokojówka B: Myślałam, że Baśniowa Klątwa zatrzyma się po pokonaniu sama wiesz kogo?
Lucette: Wy dwie zostałyście zatrudnione do pracy, nie gadania.
Pokojówka B: !!!
Pokojówka A: P-przepraszamy, Wasza Wysokość!
Jak można się czegoś spodziewać od takich jak one. ... Jeszcze jedna Baśniowa Klątwa...
Baśniowe Klątwy zaczęły się rozprzestrzeniać jeszcze przed rozpoczęciem wielkiej wojny. Nie musiałam się interesować ich efektami, nawet teraz. W końcu większość ludzi prawdopodobnie zasługuje na przekleństwo. Ofiary są słabe. Angielle byłoby lepsze bez tego ciężaru.
Gdyby to zależało od Matki, przeklęty zostałby wygnany z Angielle w chwili, gdy padł ofiarą. ... Ale Matki już tutaj nie ma.
I ona nigdy nie wróci. Nigdy.
Pokojówka: Księżniczko? Król i królowa czekają w jadalni.
Lucette: Jestem w drodze.
Jadalnia
Król, Ophelia i Rod oni wszyscy są obecni w jadalni. Ktoś wyraźnie zaginął, ale ignoruje jego nieobecność.
Król Genaro: Dzień dobry, Lucette.
Lucette: Dzień dobry, Wasza Wysokość.
Ophelia: Dzień dobry, Lucette.
Lucette: ...
Król Genaro: Lucette...
Lucette: Ophelia.
Ophelia: ...
Ophelia Widdensov. Codziennie zastanawiam się dlaczego mój ojciec, król poślubił skromną piekarkę. Ona nigdy nie mogłaby być prawdziwą królową, ponieważ blednie w porównaniu z Matką. Zajmuję swoje miejsce obok króla, następnie patrzę na osobę siedzącą naprzeciwko mnie. Rod Benedikt Widdensov, mój przyrodni brat, zazwyczaj jest znudzony i cichy. Jest ode mnie dwa lata młodszy i jest młodszym dzieckiem Opheli. Jest niemy i używa pluszowego króliczka aby wymawiał jego myśli. Najwyraźniej został mu podarowany przez wróżkę. Pilnuje swoich spraw i łatwo sobie jest z nim poradzić. Ale jego starsza siostra... Moje oczy spoglądają na puste miejsce obok niego.
Ona jest naprawdę najbardziej irytującą osobą jaką miałam kiedykolwiek niezadowolenie poznać.
Emelaigne: Bardzo przepraszam za spóźnienie! Czytałam i zapomniałam o czasie.
I oto ona.
Emelaigne: Dzień dobry drogi ojcze, matko. Dzień dobry, Rod! I dzień dobry też tobie, Lucette! To piękny poranek, czyż nie?
Lucette: ...
Emelaigne Widdensov, starsza siostra Roda i moja przyrodnia siostra. Zachowuje się jakbyśmy były jednej krwi, jakby ona też urodziła się księżniczką. Jakby mogła być księżniczką koronną. Może ukraść moje miejsce. Nigdy na to nie pozwolę.
Król Genaro: Teraz gdy wszyscy tu są, zacznijmy.
Lokaje wślizgują się do środka ze srebrnymi tacami ostrożnie serwując śniadanie.
Ophelia: Więc Emelaigne, czytałaś Baśnie, które król ci przyniósł?
Emelaigne: O tak! Jest ich tak wiele i są takie wspaniałe. Dziękuję ci bardzo, ojcze!
Król Genaro: Jestem szczęśliwy, że je polubiłaś.
Emelaigne: Kocham je! To takie dziwne, że nie było żadnej z nich w bibliotece.
Lucette: Ponieważ Matka nienawidziła ich. Spaliła wszystkie książki.
Emelaigne: !!! Ale dlaczego? To są takie urocze historie-
Lucette: Baśnie wprowadzają w błąd ludzi wierząc, że mogą mieć rzeczy, na które nie zasługują. Sławę, bogactwo, miłość. Szczęśliwi na zawsze... A kiedy ich życzenia nie odnoszą skutku, dokładnie tak jak oni chcą, ludzie obwiniają wiedźmy na pierwszym miejscu.
Król Genaro: Co sugerujesz o wiedźmach, Lucette?
Atmosfera zmienia się, powietrze w pokoju staje się ciężkie. Kontynuuję jedzenie.
Lucette: Być może wiedźmy nie są odpowiedzialne za zło na tym świecie. Być może ludzie są przyczyną ich upadku.
Król Genaro: Zdajesz sobie sprawę o czym ty mówisz dziecko? Wiedźmy spowodowały tylko ból i cierpienie w tym królestwie. Nawet teraz Baśniowe Klątwy się rozprzestrzeniają na naszych niewinnych poddanych.
Prawda jest taka, że niewiele wiem o czasie, w którym wiedźmy miały swobodę panowania nad Angielle. Byłam wtedy bardzo młoda i Matka zakazała mi opuszczać pałac, czasami nawet mój pokój. Nie wiem nic o domniemanym bólu i cierpieniu ludzi.
Matka trzymała mnie z dala od wszystkich...
I nie mogę się zmartwić.
Lucette: Skąd wiesz, że przeklęci są niewinni?
Król Genaro: Nasi ludzie trudzili się dniami i nocami aby odbudować Angeille po Wielkiej Wojnie. Nasi ludzie są fundamentem królestwa i jestem niezmiernie wdzięczny za ich determinację i postanowienie. Codziennie zastanawiam się czego nauczyła cię twoja matka o-
Lucette: Zostaw Matkę w spokoju.
Król Genaro: ...
Ophelia: Mój drogi, proszę.
Król Genaro: ...
Ophelia: Lucette, kochanie, twój ojciec nie chciał-
Lucette: Nie jestem jedną z twoich dzieci Ophelio. Nie potrzebuję twojej sympatii.
Ophelia: !!! I...
Król Genaro: Lucette, będziesz okazywać swojej matce szacunek.
Lucette: Ona nie jest moją matką.
Odłożyłam nóż i widelec i wstałam.
Lucette: Skończyłam. Przepraszam.
Król Genaro: Jestem szczęśliwy, że je polubiłaś.
Emelaigne: Kocham je! To takie dziwne, że nie było żadnej z nich w bibliotece.
Lucette: Ponieważ Matka nienawidziła ich. Spaliła wszystkie książki.
Emelaigne: !!! Ale dlaczego? To są takie urocze historie-
Lucette: Baśnie wprowadzają w błąd ludzi wierząc, że mogą mieć rzeczy, na które nie zasługują. Sławę, bogactwo, miłość. Szczęśliwi na zawsze... A kiedy ich życzenia nie odnoszą skutku, dokładnie tak jak oni chcą, ludzie obwiniają wiedźmy na pierwszym miejscu.
Król Genaro: Co sugerujesz o wiedźmach, Lucette?
Atmosfera zmienia się, powietrze w pokoju staje się ciężkie. Kontynuuję jedzenie.
Lucette: Być może wiedźmy nie są odpowiedzialne za zło na tym świecie. Być może ludzie są przyczyną ich upadku.
Król Genaro: Zdajesz sobie sprawę o czym ty mówisz dziecko? Wiedźmy spowodowały tylko ból i cierpienie w tym królestwie. Nawet teraz Baśniowe Klątwy się rozprzestrzeniają na naszych niewinnych poddanych.
Prawda jest taka, że niewiele wiem o czasie, w którym wiedźmy miały swobodę panowania nad Angielle. Byłam wtedy bardzo młoda i Matka zakazała mi opuszczać pałac, czasami nawet mój pokój. Nie wiem nic o domniemanym bólu i cierpieniu ludzi.
Matka trzymała mnie z dala od wszystkich...
I nie mogę się zmartwić.
Lucette: Skąd wiesz, że przeklęci są niewinni?
Król Genaro: Nasi ludzie trudzili się dniami i nocami aby odbudować Angeille po Wielkiej Wojnie. Nasi ludzie są fundamentem królestwa i jestem niezmiernie wdzięczny za ich determinację i postanowienie. Codziennie zastanawiam się czego nauczyła cię twoja matka o-
Lucette: Zostaw Matkę w spokoju.
Król Genaro: ...
Ophelia: Mój drogi, proszę.
Król Genaro: ...
Ophelia: Lucette, kochanie, twój ojciec nie chciał-
Lucette: Nie jestem jedną z twoich dzieci Ophelio. Nie potrzebuję twojej sympatii.
Ophelia: !!! I...
Król Genaro: Lucette, będziesz okazywać swojej matce szacunek.
Lucette: Ona nie jest moją matką.
Odłożyłam nóż i widelec i wstałam.
Lucette: Skończyłam. Przepraszam.
Korytarz w pałacu
Mój ojciec i ja nigdy się nie dogadywaliśmy, ale nasz stosunek znacznie się pogorszył odkąd poślubił piekarkę.
Mój ojciec... król... Minęło siedemnaście lat i ja nigdy nie poczułam do niego żadnej miłości. On traktuje Emelaigne i Roda, którzy wkroczyli w nasze życie rok temu, jak jego własne dzieci. Lepiej niż kiedykolwiek traktował mnie.
Tak wygląda moje życie odkąd matka zmarła cztery lata temu.
Matka była jedyną, która była przy mnie, gdy nikt inny nie był.
Gdyby nie wypadek podczas Wielkiej Wojny nadal by tu była...
Man: Co to za kwaśna mina tak wcześnie rano, księżniczko? Niech zgadnę. To król, królowa lub księżniczka Emelaigne. A może wszyscy z nich?
Zignorowałam jego pytanie.
Lucette: Fritz, co ty tutaj robisz tak wcześnie?
Fritz: Mam kilka spraw do załatwienia z moim ojcem.
Fritzgerald Aiden Leverton, syn najwyższego rycerza Orderu Caldarii. Jego ojciec sir Alcaster służył rodzinie królewskiej wiele lat. Sir Alcaster jest jednym z najbardziej zaufanych doradców króla. Trzy lata temu Fritzowi został przydzielony honor zostania moim osobistym rycerzem. Jego obecność jest jedyną, którą ostatnimi czasami mogę tolerować.
Lucette: Powinieneś więc poczekać w sali tronowej.
Fritz: Dziękuję! ... Księżniczko?
Lucette: Tak?
Fritz: Wiesz, nie widziałem twojego uśmiechu odkąd cię poznałem.
Lucette: Dlaczego ma to jakiekolwiek znaczenie?
Fritz: ... Nadal mam nadzieję, że pewnego dnia zobaczę twój uśmiech, księżniczko.
Lucette: ...
Fritz: Cóż, nie zabiorę już więcej twojego czasu. Widzimy się o dziesiątej.
Lucette: Dziesiątej?
Fritz: Nie mów mi, że zapomniałaś.
Lucette: Zapomniałam czego?
Fritz: Idziesz dzisiaj do miasta, pamiętasz?
Wypuszczam powietrze gdy sobie to uświadamiam. Minęły dwa dni odkąd król wydał rozkaz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.