Sypialnia
Po balu skierowałam się do pokoju gościnnego, którego dostałam na noc. Chociaż położyłam się i próbowałam zasnąć nie mogłam przestać myśleć o balu. Sen nie chciał do mnie przyjść.
Jaki cudowny był ten bal!
Nagle wyskoczyłam z łóżka. Moje ciało wciąż było lekkie z podniecenia, czułam, że śnię.
Toto: Hał!
Chloe: Wygląda na to, że dobrze się bawiłeś, prawda Toto?
Toto: Hał!
Toto tak machał swoim ogonem jakby miało nie być jutra.
Chloe: Ogromny tłum ludzi gromadzących się we wspaniałym zamku, wszyscy tańczący na tak pięknym balu... Och, gdyby wszystkie moje urodziny mogły być takie!
Wyobrażenie sobie zgiełku przyjęcia, nagle napełniło mnie samotnością. Crowlie i inni zostali odprowadzeni do innych pomieszczeń więc ich tu nie było.
Toto: *skomli* ...
Chloe: Ten pokój jest tak cichy, że nie możesz czuć się samotny, prawda?
Pokój w moim domu w Kansas mógłby się zawstydzić wielkością i urokiem, ale ta cisza powodowała, że trochę cię trzęsę.
Chloe: Zastanawiam się czy chłopcy już zasnęli...?
Twarze Crowlie'go i innych wpadły mi do umysłu.
Chloe: Haha... Z pewnością wszyscy pozostali w swoich ludzkich formach.
Sama różnica w porównaniu do ich starych form prawie mnie rozśmieszyła.
Toto: ?
Chloe: Och, to prawda. Toto nie znałeś ich wtedy prawda? Prawdopodobnie byś się zaskoczył gdybyś ich widział!
Toto nie potrafił mówić, ale zawsze słuchał kiedy tego chciałam.
Ale myśląc o tym... tylko dlaczego muszę wybierać mojego chłopaka w moje 17 urodziny?
W moim umyśle pojawił się obraz Crowlie'go, jego jasne oczy patrzą prosto na mnie.
Chloe: Toto czy ja... czy dobrze zrobiłam wybierając Crowlie'go?
Toto: ...
Toto ziewnął jakby chciał znieść nudę.
Chloe: Och Toto!
Nagle Toto podbiegł do drzwi prowadzących na zewnątrz i spojrzał na mnie.
Chloe: Chcesz iść na spacer? Wiesz, że jest późno w nocy. Nie możemy po prostu chodzić po zamku.
Toto: Hał!
A jednak Toto wyraził chęć szczeknięciem.
Chloe: Zgoda, zgoda. Ale tylko na chwilę!
Zdecydowałam się opuścić pokój razem z Toto i rozejrzeć się po pałacu, ale tylko przez chwilę. Naprawdę.
Korytarz
Toto: Hał...
Chloe: Toto zaczekaj! Zwolnij trochę!
Toto kroczył prosto cichym korytarzem utrzymując tempo nieco poza moją strefą komfortu.
A co jeśli się tutaj zgubimy...?
Pałac był większy niż jakiekolwiek inne miejsce, w którym, byłam i chociaż korytarze nie były labiryntem, skręcały i obracały się w sposób sprzeczny z moją intuicją.
Toto: Arf...?
Nagle Toto zatrzymał się na czymś co zwróciło jego uwagę.
Chloe: Kto tam jest Toto?
Toto: Hał!
Chloe: Cz-czekaj!
Pobiegłam za Toto, kiedy on odbiegł.
Och, dlaczego ty musisz być taki szybki...?
Toto pobiegł za róg, więc ja również tam pobiegłam.
Chloe: Eep!
Gdy tylko skręciłam za róg zderzyłam się z kimś.
Crowlie: Oof... wszystko w porządku Chloe?
Przede mną stał Crowlie z zaskoczeniem na twarzy.
Chloe: Crowlie?!
Crowlie: Nadeptujesz na moją stopę, wpadasz na mnie na holu... Dziś po prostu nie jest moja noc.
Chloe: Och, przepraszam!
Crowlie wybuchnął śmiechem słysząc moje przeprosiny.
Crowlie: Haha, w porządku. Więc jesteś cała i zdrowa?
Chloe: Och Crowlie, to ty... W porządku. A ty?
Crowlie: Absolutnie. Co cię tutaj sprowadza o tej godzinie?
Och, to prawda! Toto!
Rozejrzałam się dookoła za Toto, ale nigdzie go nie mogłam znaleźć.
Chloe: Widziałeś gdzieś tutaj Toto?
Crowlie: Toto? Widziałem go jak zbiegał w dół korytarza.
Crowlie wskazał korytarz.
Chloe: Och Toto dokąd uciekłeś...
Ściganie go nie było możliwe, ponieważ nigdzie go nie było.
Crowlie: Ścigasz się z Toto czy coś?
Chloe: Cóż, niezupełnie. Nie mogłam zasnąć, więc zabrałam Toto na spacer po zamku. Potem nagle zaczął biegnąć i...
Crowlie: Och, rozumiem. Więc uciekł ci.
Pochwyciwszy sytuację Crowlie z uśmiechem skinął głową.
Crowlie: Jestem pewien, że niedługo wróci do swojej ukochanej właścicielki.
Chloe: Mam nadzieję, że tak... Och powiedz. Crowlie co ty tu robisz?
Crowlie: Och byłem...
Crowlie odwrócił wzrok jego twarz się zaczerwieniła.
Crowlie: Również nie mogłem spać i do tego...
Skradł moje spojrzenie gdy mówił.
Chloe: Ty też Crowlie?
Crowlie: Cóż, to jest... pierwsze, co czułem w taki sposób...
Chloe: Och ja też. Moje serce wciąż trzepocze...
Crowlie: A czasem wali...
Chloe: Czuła jakbym się unosiła...
Crowlie: I jak moja klatka piersiowa zaciskała się i napinała...
Chloe: Och to był taki wspaniały bal!
Crowlie: Tak to był taki wspaniały... Czekaj bal?!
Oczy Crowlie'go drgnęły.
Chloe: Huh? Nie rozmawialiśmy o balu?
Crowlie: C-cóż...bal zapewne miał coś z tym wspólnego, ale...
Crowlie westchnął.
Czy powiedziałam coś dziwnego?
Crowlie: Powiedz Chloe... czy chciałabyś kontynuować swój spacer razem ze mną?
Chloe: T-teraz?
Crowlie: Oprowadzę cię po pałacu.
Czy powinnam...?
Rozejrzałam się dookoła za Toto, ale nigdzie go nie mogłam znaleźć.
Chloe: Widziałeś gdzieś tutaj Toto?
Crowlie: Toto? Widziałem go jak zbiegał w dół korytarza.
Crowlie wskazał korytarz.
Chloe: Och Toto dokąd uciekłeś...
Ściganie go nie było możliwe, ponieważ nigdzie go nie było.
Crowlie: Ścigasz się z Toto czy coś?
Chloe: Cóż, niezupełnie. Nie mogłam zasnąć, więc zabrałam Toto na spacer po zamku. Potem nagle zaczął biegnąć i...
Crowlie: Och, rozumiem. Więc uciekł ci.
Pochwyciwszy sytuację Crowlie z uśmiechem skinął głową.
Crowlie: Jestem pewien, że niedługo wróci do swojej ukochanej właścicielki.
Chloe: Mam nadzieję, że tak... Och powiedz. Crowlie co ty tu robisz?
Crowlie: Och byłem...
Crowlie odwrócił wzrok jego twarz się zaczerwieniła.
Crowlie: Również nie mogłem spać i do tego...
Skradł moje spojrzenie gdy mówił.
Chloe: Ty też Crowlie?
Crowlie: Cóż, to jest... pierwsze, co czułem w taki sposób...
Chloe: Och ja też. Moje serce wciąż trzepocze...
Crowlie: A czasem wali...
Chloe: Czuła jakbym się unosiła...
Crowlie: I jak moja klatka piersiowa zaciskała się i napinała...
Chloe: Och to był taki wspaniały bal!
Crowlie: Tak to był taki wspaniały... Czekaj bal?!
Oczy Crowlie'go drgnęły.
Chloe: Huh? Nie rozmawialiśmy o balu?
Crowlie: C-cóż...bal zapewne miał coś z tym wspólnego, ale...
Crowlie westchnął.
Czy powiedziałam coś dziwnego?
Crowlie: Powiedz Chloe... czy chciałabyś kontynuować swój spacer razem ze mną?
Chloe: T-teraz?
Crowlie: Oprowadzę cię po pałacu.
Czy powinnam...?
Przejdź się razem z nim. / Przejdź się sama. / Wróć do pokoju.
Chloe: Zgoda, chodźmy na spacer.
Crowlie: Naprawdę?!
Uśmiechnął się jasno.
Chloe: Prawdopodobnie nie będę mogła zasnąć, jeśli wrócę do swojego pokoju i nawet nie będę miała Toto do rozmowy.
Crowlie: Możemy także poszukać Toto podczas naszego spaceru.
Chloe: Crowlie znasz ten zamek?
Crowlie: W rzeczy samej. Byłem tu kilka razy. A teraz chodźmy.
Sala
Crowlie zabrał mnie do zapierającej dech w piersiach, pięknej sali.
Chloe: Mój boże!
Crowlie: To jest duma i radość pałacu, Wielka Sala. Trudno by było znaleźć tak piękną salę gdzieś indziej.
Duże lustra pełniły funkcję ścian po obu stronach sali, a piękny obraz stroił wysoki sufit.
Crowlie: Jak przystało na wielkiego Czarnoksiężnika z Południa, czyż nie?
Chloe: Och, rozmawiając o czarnoksiężnikach... Twoja praca w Szmaragdowym Mieście musi nie być łatwa.
Crowlie: No tak... Chociaż muszę przyznać się do mojego braku doświadczenia, radzę sobie.
Crowlie wydął pierś z nutą dumy.
Chloe: Jestem pewna, że okażesz się wspaniałym królem Crowlie.
Crowlie: Och, dziękuję!
Crowlie skinął głową, najwyraźniej był ogarnięty radością.
To naprawdę niewiarygodne... Strach na wróble, z którym wyruszyłam w tą podróż stał się nowym królem Szmaragdowego Miasta...
Kiedy poczułam, że wywarłam na nim wrażenie, Crowlie się poruszył.
Crowlie: Wygląda na to, że Toto tutaj nie ma. Przejdźmy do kolejnego miejsca.
Crowlie: Jak przystało na wielkiego Czarnoksiężnika z Południa, czyż nie?
Chloe: Och, rozmawiając o czarnoksiężnikach... Twoja praca w Szmaragdowym Mieście musi nie być łatwa.
Crowlie: No tak... Chociaż muszę przyznać się do mojego braku doświadczenia, radzę sobie.
Crowlie wydął pierś z nutą dumy.
Chloe: Jestem pewna, że okażesz się wspaniałym królem Crowlie.
Crowlie: Och, dziękuję!
Crowlie skinął głową, najwyraźniej był ogarnięty radością.
To naprawdę niewiarygodne... Strach na wróble, z którym wyruszyłam w tą podróż stał się nowym królem Szmaragdowego Miasta...
Kiedy poczułam, że wywarłam na nim wrażenie, Crowlie się poruszył.
Crowlie: Wygląda na to, że Toto tutaj nie ma. Przejdźmy do kolejnego miejsca.
Balkon
Kolejnym miejscem, do którego mnie zaprowadził być balkon na samym szczycie pałacu.
Chloe: Och mój, to jest takie piękne!
Mogłam zobaczyć Kansas pod gwiaździstym niebem.
Crowlie: Także lubię obserwować miasto na zewnątrz z tego balkonu. Zwłaszcza nocą.
Chloe: To jest takie piękne!
Po prostu wpatrywaliśmy się w ten piękny krajobraz.
Crowlie: Powiedz Chloe. Co najbardziej ci się spodobało w powrocie do Oz?
Chloe: Co mi się najbardziej spodobało?
Crowlie: Z chęcią to usłyszę.
Bycie w stanie ponownie wszystkich zobaczyć. / Świętowanie moich urodzin przez wszystkich. / Nie mogę jeszcze zadecydować.
Chloe: Bardzo dużo rzeczy mi się spodobało, ale... Najbardziej jestem zadowolona z tego, że mogłam was znowu wszystkich zobaczyć.
Crowlie: Nie piękna sukienka? Nie wielka sala?
Chloe: Podobało mi się to wszystko, ale nie mogłabym zapomnieć o przyjaciołach, z którymi podróżowałam. Zawsze chciałam zobaczyć waszą trójkę ponownie.
Crowlie: Chloe...
Chloe: Uważam, że ponowne spotkanie was wszystkich było najlepsze!
Crowlie: Och, tak się cieszę, że cię tutaj zabrałem... Także jestem szczęśliwy, że mogłem cię znowu zobaczyć.
Chloe: Wiesz, myślę, że chciałabym wybrać się na krótki spacer po Oz.
Crowlie: Wygląda na to, że niewiele się zmieniło.
Chloe: Cóż kiedy byłam tutaj ostatnio, tak bardzo chciałam wrócić do Kansas, że nie potrafiłam się dobrze bawić.
To był w końcu powód, dlaczego podróżowałam z Crowlie'm
Crowlie: Racja, racja... i ja rozumiem. Heartmann pragnął serca, a Leonardo odwagi... Wszyscy wybraliśmy się w podróż aby spełnić nasze życzenia. Ach, wspomnienia.
Chloe: Dlatego tym razem chcę poświęcić swój czas.
Crowlie: Bardzo dobrze. Powinienem później pokazać ci Oz.
Chloe: Dzięki.Nie mogę się doczekać!
Moje serce napełniło się oczekiwaniem, gdy wpatrywałam się w piękny nocny krajobraz. Kiedy odwróciłam wzrok na Crowlie'go, po tym jak poczułam jego wzrok na sobie, zobaczyłam, że patrzy prosto na mnie.
Hm? Dlaczego on patrzy na mnie...? Daj spokój, zawstydzasz mnie...
Crowlie: Chloe...
Odwróciłam się do niego słysząc swoje imię.
Crowlie: ... Mogę cię potrzymać za rękę?
Delikatnie wyciągnął rękę, jego twarz stała się czerwona. Jego palce splotły się z moimi.
Huh...? Zamarzłam na moment po czym uniosłam rękę.
Spojrzałam na jego twarz i prawie wessałam swój wzrok w jego zbyt jasne oczy. Delikatnie rozluźniłam rękę i poczułam jego uścisk. Moje serce pozytywnie bije... Zaraz co ja zamierzam zrobić...?
Chloe: Możemy kontynuować nasz taniec?
Uśmiechnęłam się do niego.
Crowlie: !
I chociaż spróbowałam ukryć moje zawstydzenie uśmiechem...
Crowlie: ...Chloe!
Objął mnie.
Huh...?!
Byłam zbyt zaskoczona aby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
Crowlie, co ty robisz...?!
Moje serce zaczyna wściekle bić. I słyszę także jego serce, bije tak samo.
To bije serce Crowlie'go...!
Dwa impulsy biją w naszych klatkach piersiowych w końcu połączyły się tworząc dudniącą harmonię.
Czemu...? Czemu czuję się tak... komfortowo?
Crowlie: ... O-och...!
Wracając do swoich zmysłów Crowlie szybko mnie uwolnił.
Crowlie: ...?!
Po prostu wpatrywał się w swoje dłonie zszokowany. Jego mina mówiła, że nie miał pojęcia co właśnie zrobił.
Chloe: ...Crowlie?
Zawołałam jego imię z lekkim zmartwieniem, a jego oczy powoli spotkały się z moimi.
Crowlie: Co ja...?
Crowlie był wyraźnie zaskoczony własnymi działaniami.
Crowlie: Och, ja... ja przepraszam...!
Dziwne, Crowlie przeprosił mnie z twarzą czerwoną jak burak.
Chloe: H-hej, nie musisz przepraszać...
Nagle poczułam się zawstydzona, wypuściłam te słowa nawet nie znając znaczenia.
Crowlie: N-naprawdę? Czy masz na myśli...? Nie, mam na myśli, um.. Och, co ja mówię...?! Nie, nie, to ja jestem temu winny!
???: Ach, tutaj jesteście!
Crowlie: Co?!
Chloe: Huh...?!
Crowlie i ja podskoczyliśmy od tego nagłego głosu.
Leonardo: Co wasz dwójka robi tu całkiem sama?
Heartmann: Wolałbym wiedzieć.
Nagle pojawili się Leonardo i Heartmann.
Crowlie: Co wy tutaj robicie?!
Heartmann: Martwiliśmy się bo nie było cię w twoim pokoju, więc poszliśmy cię poszukać.
Crowlie: Po prostu wyszedłem na krótki spacer...
Leonardo: Spacer? Więc co Chloe robi razem z tobą? Chloe co tu się dzieje?
Rzuciłam spojrzenie na Toto u moich stóp.
Toto: *czka*...
TOTO!
Crowlie: Ciasteczka mówisz... Leonardo zjadłeś je, racja?
Leonardo: Nie... Nie widziałem dziś żadnych ciasteczek.
Heartmann: Lordzie Nortonie czy chciałbyś abym pomógł ci w poszukiwaniach?
Norton: Nie musisz się kłopotać sam ich poszukam. Teraz gdzie one mogły się podziać...
Kiedy Norton zniknął z pola widzenia wszyscy wybuchli śmiechem.
Crowlie: Hahaha! Obawiałem się, że nas przejrzy!
Heartmann: Ahahaha! Te ciasteczka są w brzuchu Toto!
Leonardo: Teraz można nazwać to odwagą -- zjeść łapczywie ciasteczka Lorda Nortona!
Toto: ?
Chloe: Zły pies Toto! Koniec z ucieczkami, okej?
Leonardo: Cóż Toto się znalazł więc możemy wrócić do łóżka?
Heartmann: Tak, dobry pomysł.
Crowlie: Chloe pozwól mi odprowadzić się do twojego pokoju.
Chloe: Och, macie rację, mogę to zrobić sama. Wróćcie do łóżka i odpocznijcie, w porządku?
Podniosłam mojego pulchnego szczeniaka obiema rękami. Potem raz jeszcze spojrzałam na piękną nocną scenerię z balkonu, z jej tajemniczymi gwiazdami i pięknym miastem zapisała się w mojej pamięci.
Dobranoc. Zobaczymy się jutro!
Chloe: Wiesz, myślę, że chciałabym wybrać się na krótki spacer po Oz.
Crowlie: Wygląda na to, że niewiele się zmieniło.
Chloe: Cóż kiedy byłam tutaj ostatnio, tak bardzo chciałam wrócić do Kansas, że nie potrafiłam się dobrze bawić.
To był w końcu powód, dlaczego podróżowałam z Crowlie'm
Crowlie: Racja, racja... i ja rozumiem. Heartmann pragnął serca, a Leonardo odwagi... Wszyscy wybraliśmy się w podróż aby spełnić nasze życzenia. Ach, wspomnienia.
Chloe: Dlatego tym razem chcę poświęcić swój czas.
Crowlie: Bardzo dobrze. Powinienem później pokazać ci Oz.
Chloe: Dzięki.Nie mogę się doczekać!
Moje serce napełniło się oczekiwaniem, gdy wpatrywałam się w piękny nocny krajobraz. Kiedy odwróciłam wzrok na Crowlie'go, po tym jak poczułam jego wzrok na sobie, zobaczyłam, że patrzy prosto na mnie.
Hm? Dlaczego on patrzy na mnie...? Daj spokój, zawstydzasz mnie...
Crowlie: Chloe...
Odwróciłam się do niego słysząc swoje imię.
Crowlie: ... Mogę cię potrzymać za rękę?
Delikatnie wyciągnął rękę, jego twarz stała się czerwona. Jego palce splotły się z moimi.
Huh...? Zamarzłam na moment po czym uniosłam rękę.
Spojrzałam na jego twarz i prawie wessałam swój wzrok w jego zbyt jasne oczy. Delikatnie rozluźniłam rękę i poczułam jego uścisk. Moje serce pozytywnie bije... Zaraz co ja zamierzam zrobić...?
Chloe: Możemy kontynuować nasz taniec?
Uśmiechnęłam się do niego.
Crowlie: !
I chociaż spróbowałam ukryć moje zawstydzenie uśmiechem...
Crowlie: ...Chloe!
Objął mnie.
Huh...?!
Byłam zbyt zaskoczona aby wydać z siebie jakikolwiek dźwięk.
Crowlie, co ty robisz...?!
Moje serce zaczyna wściekle bić. I słyszę także jego serce, bije tak samo.
To bije serce Crowlie'go...!
Dwa impulsy biją w naszych klatkach piersiowych w końcu połączyły się tworząc dudniącą harmonię.
Czemu...? Czemu czuję się tak... komfortowo?
Crowlie: ... O-och...!
Wracając do swoich zmysłów Crowlie szybko mnie uwolnił.
Crowlie: ...?!
Po prostu wpatrywał się w swoje dłonie zszokowany. Jego mina mówiła, że nie miał pojęcia co właśnie zrobił.
Chloe: ...Crowlie?
Zawołałam jego imię z lekkim zmartwieniem, a jego oczy powoli spotkały się z moimi.
Crowlie: Co ja...?
Crowlie był wyraźnie zaskoczony własnymi działaniami.
Crowlie: Och, ja... ja przepraszam...!
Dziwne, Crowlie przeprosił mnie z twarzą czerwoną jak burak.
Chloe: H-hej, nie musisz przepraszać...
Nagle poczułam się zawstydzona, wypuściłam te słowa nawet nie znając znaczenia.
Crowlie: N-naprawdę? Czy masz na myśli...? Nie, mam na myśli, um.. Och, co ja mówię...?! Nie, nie, to ja jestem temu winny!
???: Ach, tutaj jesteście!
Crowlie: Co?!
Chloe: Huh...?!
Crowlie i ja podskoczyliśmy od tego nagłego głosu.
Leonardo: Co wasz dwójka robi tu całkiem sama?
Heartmann: Wolałbym wiedzieć.
Nagle pojawili się Leonardo i Heartmann.
Crowlie: Co wy tutaj robicie?!
Heartmann: Martwiliśmy się bo nie było cię w twoim pokoju, więc poszliśmy cię poszukać.
Crowlie: Po prostu wyszedłem na krótki spacer...
Leonardo: Spacer? Więc co Chloe robi razem z tobą? Chloe co tu się dzieje?
Również wyszłam na spacer. / Szukałam Toto. / Nie pamiętam.
Chloe: Również wyszłam na spacer.
Heartmann: O tej godzinie?
Leonardo: Podejrzane, bardzo podejrzane... Nie zabrałeś tutaj Chloe, prawda Crowlie?
Crowlie: Huh?! O-oczywiście, że nie!
Chloe: My po prostu wpadliśmy na siebie na korytarzu! Naprawdę!
Crowlie: To był tylko zupełny zbieg okoliczności!
Heartmann: Racja. Trudno sobie wyobrazić Crowlie'go zabierającego gdzieś Chloe.
Leonardo: Nie tak szybko. Prawdopodobnie ma zamiar ujawnić to co w nim najlepsze!
Crowlie: Naprawdę to powiedziałeś Leonard...?
Leonardo: Whoa! Spójrzcie na ten widok. Człowieku, to najlepszy widok w okolicy.
Chloe: To jest naprawdę romantyczne, czyż nie?
Heartmann: Tak więc, wy dwoje byliście sami w tak idealnym miejscu... i nic się nie wydarzyło?
Crowlie: C-co? Nie do pomyślenia, po prostu... nie do pomyślenia....
Fala wahania dotknęła twarzy Crowlie'go.
Heartmann: ...?
Leonardo: Wasza dwójka wcale się nie migdaliła, tak?
Chloe: N-nie!
Leonardo: Nie pocałowałeś ją nawet przed taką niesamowitą scenerią? Brzmi to jak ktoś kto potrzebuje trochę odwagi Crowlie!
Crowlie: ...
Na twarzy Crowlie'go było widać wahanie.
Chloe: Crowlie, o co chodzi?
Crowlie: O-och, o nic... o nic takiego...
Heartmann: Czekaj, nie mów mi...
Leonardo: Nie mówić co Heartmannie?
Heartmann: Och, nic. Więc, jak myślisz gdzie Toto pobiegł?
Chloe: Więc, nie było go w wielkiej sali luster.
Crowlie: Ten zamek jest dość duży i mam nadzieję, że się nie zgubił...
Chloe: Zastanawiam się czy wszystko z nim w porządku...?
Leonardo: Nie lękaj si już dłużej, ponieważ my dołączamy do grupy poszukiwawczej.
Heartmann: Dobrze, Chloe i ja zajmiemy się tym obszarem, śmiało, a wy zajmiecie się drugą stroną.
Leonardo: Czekaj kto powiedział, że mamy się sparować?!
Crowlie: Przypominam, że to to ja jestem tym, który szukał razem z Chloe.
Heartmann: Cóż, ale skoro już tu jestem, to czy nie może poszukać ze mną?
Leonardo: Chloe słyszałaś w jaki sposób brzęczy zbroja tego faceta? Naprawdę chcesz wyruszyć na łowy razem z nim?
Heartmann: Chloe, nie myślę, że powinienem ci mówić, żebyś trzymała się z daleka od jakichkolwiek dzikich zwierząt.
Leonardo: Hej, nie po prostu JAKIEKOLWIEK dzikie zwierzę! Ja jestem królem dżungli!
Crowlie: *Człowiek* królem dżungli?
Leonardo: Och, uch, trafna uwaga... Zaczekaj, wróćmy do tematu!
Chloe: Wszyscy cisz! Pójdziemy szukać razem. Brzmi dobrze?
Wszyscy się zgodzili. Niechętnie.
Toto: Hał!
Następnie Toto nagle wbiegł na werandę.
Chloe: Toto! Gdzie ty byłeś?!
Machając ogonem Toto opadł u boku moich stóp.
Leonardo: Spójrzcie na ten brzuch! On wygląda jak balon!
Toto obrócił się na plecy ukazując swoje nabrzmiałe wnętrzności.
Heartmann: Czy znalazł sobie gdzieś jakąś przekąskę?
???: I co możecie teraz zrobić?
Kto...?
Na werandzie dołączył do nas Norton, Czarnoksiężnik z Północy.
Chloe: Och przepraszam za zamieszanie... Po prostu wyszłam na mały spacer przed pójściem do łóżka.
Crowlie: Wpadłem na Chloe, wydaję mi się, że moja radość mnie przewyższyła...
Norton: Rozumiem. Cóż, godzina jest godziną, proszę abyś sam siebie kontrolował.
Chloe: Przepraszam.
Norton: Aha i czy ktokolwiek widział ciasteczka, które były w moim pokoju?
Chloe: Twoje ciasteczka?
Norton: W rzeczywistości, tych, których tak bardzo nie mogłem doczekać się jedzenia przed snem. Zniknęły nie pozostawiając ani jednego.
Chwila... Chwila, nie mów mi...
Rzuciłam spojrzenie na Toto u moich stóp.
Toto: *czka*...
TOTO!
Crowlie: Ciasteczka mówisz... Leonardo zjadłeś je, racja?
Leonardo: Nie... Nie widziałem dziś żadnych ciasteczek.
Heartmann: Lordzie Nortonie czy chciałbyś abym pomógł ci w poszukiwaniach?
Norton: Nie musisz się kłopotać sam ich poszukam. Teraz gdzie one mogły się podziać...
Kiedy Norton zniknął z pola widzenia wszyscy wybuchli śmiechem.
Crowlie: Hahaha! Obawiałem się, że nas przejrzy!
Heartmann: Ahahaha! Te ciasteczka są w brzuchu Toto!
Leonardo: Teraz można nazwać to odwagą -- zjeść łapczywie ciasteczka Lorda Nortona!
Toto: ?
Chloe: Zły pies Toto! Koniec z ucieczkami, okej?
Leonardo: Cóż Toto się znalazł więc możemy wrócić do łóżka?
Heartmann: Tak, dobry pomysł.
Crowlie: Chloe pozwól mi odprowadzić się do twojego pokoju.
Chloe: Och, macie rację, mogę to zrobić sama. Wróćcie do łóżka i odpocznijcie, w porządku?
Podniosłam mojego pulchnego szczeniaka obiema rękami. Potem raz jeszcze spojrzałam na piękną nocną scenerię z balkonu, z jej tajemniczymi gwiazdami i pięknym miastem zapisała się w mojej pamięci.
Dobranoc. Zobaczymy się jutro!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.